ludzie sztuka myśli archiwum

LEŚMIAN Z WIKLONIEM

Bolesław Leśmian przeciętnemu czytelnikowi kojarzy się głównie z poezją. Współcześnie dzieci nie są wychowywane na jego baśniach (a ściślej rzecz ujmując: na baśniach nawiązujących i czerpiących z „Baśni Tysiąca i Jednej Nocy”), ze szkodą dla nich samych. Dzisiejsze uproszczone i schematyczne książki z bajkami, pozbawione ilustracji rozbudzających wyobraźnię, zubożają świat dzieciństwa. To pierwsze refleksje, jakie nasuwają się, kiedy trafia nam w ręce „Baśń o rumaku zaklętym” Bolesława Leśmiana z ilustracjami Józefa Wilkonia. Te dwa słynne nazwiska doskonale harmonizują ze sobą: Leśmian jako niezwykły baśniopisarz, czyniący z baśni mądrą opowiastkę zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, i Wilkoń, jako wspaniały ilustrator, który nadaje swoim dziełom głębszy sens i pozwala czytelniczej wyobraźni na przeróżne figle.

Po wstępnym rozpoznaniu, odbiorca nabiera więc ochoty na przeczytanie całości i może być pewien, że ta baśń nie wyda mu się ani zwyczajna, ani dziecinna. Obfituje ona w niezwykłe zwroty akcji, godne najbardziej zawikłanej telenoweli, ale jednocześnie zachowuje swoją baśniowość, o czym decyduje niezwykłość świata przedstawionego, fantastyczne stworzenia i postaci (tytułowy rumak, czarnoksiężnik), niepowtarzalne i trwałe uczucie miłości, która potrafi zmienić bieg wydarzeń. Miłośnicy poezji Leśmiana z pewnością odnajdą tu coś dla siebie, jak choćby fantastycznych bohaterów czy przedstawienie nieustannej zmienności świata. Dla dzieci z kolei przeczytanie tej książki będzie okazją do poznania innego typu baśni i jej egzotycznego świata. Opowiadanie Leśmiana przedstawia postaci w sposób niejednoznaczny, co rzadko zdarza się w przypadku bajek. Czarnoksiężnik w pewnym momencie budzi w nas współczucie – w końcu ma zostać stracony tylko dlatego, że nie zdążył pouczyć księcia Firuza Szacha (głównego bohatera) co do tego, jak kierować zaklętym rumakiem. Dopiero później okazuje się, jak podstępny i nikczemny potrafi być czarnoksiężnik.

Ciężko mówić o „przeciętnej” bajce. W tym samym sensie mam opory przed użyciem wyrażenia „nieprzeciętna baśń”. A jednak słowa te nieodparcie mi się nasuwają. To, czym różni się omawiana baśń od innych bajek, to niespotykana samoświadomość bohaterów i ironiczna postawa narratora. Pierwszą rzecz obserwujemy na przykładzie snu Firuz Szacha – podczas którego bohater zdaje sobie sprawę, że śni i że jego wola jest ograniczona w świecie marzeń sennych. Drugą kwestią jest ironia, prezentowana przez narratora, który nierzadko uprzedza słowa bohaterów, zdradza ich intencje, czyniąc sytuację komiczną. Lubuje się również w odwoływaniu się do czytelników. Takie zdania, jak „Nikt z nas nie był w jego położeniu, więc nikt nie wie, jak to przyjemnie, podróżując po obłokach, znaleźć taką śrubkę, od której zależy zbawienie” wywołują uśmiech na twarzy odbiorcy.

Nie sposób omawiać tej pozycji wydawniczej, nie wspominając o ilustracjach Józefa Wilkonia. Ten niezwykle utalentowany artysta od 1957 r. współpracował w dziedzinie grafiki książkowej z wieloma wydawnictwami w kraju, a od 1963 r. – także zagranicą. Japończycy planują stworzyć Muzeum Józefa Wilkonia, Włosi go nam zazdroszczą. Wstyd więc przyznać, że obecnie twórca ten nie jest powszechnie znany w Polsce. Tym większa jest zasługa wydawnictwa „Oficyna Olszynka”, które postarało się odświeżyć postać tego artysty w naszych umysłach. Jeżeli wcześniej nie znaliśmy jego dzieł, czym prędzej winniśmy nadrobić swoje zaległości. W „Baśni o rumaku zaklętym” znajdziemy wiele ilustracji Wilkonia, które mogłyby samodzielnie wciągnąć nas w bajkowy świat. Są one bowiem nie tylko odbiciem treści zawartych w książce, ale niejako oddzielną opowieścią, pełną przepięknych barw i nieokreślonej magii. Sam Wilkoń mówi: „trzeba (…) wiedzieć co robić, żeby tekst i ilustracja uzupełniały się wzajemnie, żeby w książce rosło napięcie jak w teatrze, by wszystko było w swoim czasie i w dobrych proporcjach.” I rzeczywiście – emocje w nas pęcznieją, jesteśmy złaknieni nie tylko kolejnych zdań, ale także każdej następnej ilustracji.

O najnowszej propozycji wydawniczej „Oficyny Olszynki” można by napisać jeszcze bardzo wiele - kusi mnie, by dalej odsłaniać tajemnice tej cudownej książki. Ale nie chcę pozbawić czytelnika przyjemności samodzielnego odkrywania magicznego świata tej baśni. Co prawda Leśmian ostrzega nas, że „trzeba bardzo natężyć uwagę, aby od początku do końca wysłuchać baśni o zaklętym rumaku”, ale kiedy przeczytamy parę zdań i pozwolimy narratorowi prowadzić się przez ten niezwykły świat, nie będziemy chcieli go opuścić. Opowiadanie Bolesława Leśmiana, okraszone ilustracjami Józefa Wilkonia, pozwoli zarówno dziecięcej, jak i dorosłej wyobraźni rozwinąć skrzydła. I poszybować daleko, niemal tak daleko, jak Firuz Szach na rumaku zaklętym.

Ewa Neked

Bolesław Leśmian „Baśń o rumaku zaklętym” z ilustracjami Józefa Wilkonia,
Wydawnictwo „Oficyna Olszynka”, Warszawa 2006