ludzie sztuka myśli archiwum

ŻYJĘ W DWÓCH WYMIARACH

rozmowa z Czesławem Czaplińskim – fotografem i dziennikarzem

Jak to się stało, że Pan - biolog - został fotografem?

To prawda - pierwsza była biologia; już od pierwszej klasy szkoły średniej zajmowałem się entomologią. Pod koniec szkoły średniej, oprócz nauki o owadach, zainteresowałem się fotografią. Ostatecznie, w stu procentach robieniem zdjęć zająłem się po wyjeździe z Polski do Stanów Zjednoczonych w 1979 roku.

Fotografowanie to dla Pana nie tylko zawód, ale i pasja. Co najbardziej Pana pociąga w fotografowaniu?

Czego się Pan nauczył od swojego przyjaciela?

Myślę nawet, że fotografia to nie tylko moja pasja, ale i życie. Jak chcę sobie przypomnieć, co kiedyś robiłem, to patrzę na zdjęcia, a nie zaglądam do notesu. Lubię zadania, które są trudne do zrealizowania, a najbardziej takie, o których się mówi, że są nie do wykonania.

Czy wie Pan, ile zdjęć zrobił?

To dość trudno obliczyć, mimo tego, że mam ponad trzydziestoletnie archiwum z ponad dwustu tysiącami negatywów; do tego dochodzą przeźrocza i, od kilku lat, zdjęcia cyfrowe.

To może z policzeniem wystaw fotografii, jakie Panu zorganizowano, będzie łatwiej?

Grubo ponad sto tak zwanych wystaw indywidualnych.

Gdyby miał Pan powiedzieć o jednym, tylko jednym zdjęciu, które Pan zrobił, jakie byłoby to zdjęcie i dlaczego właśnie to jest najistotniejsze?

To bardzo trudno wybrać. Uważam nawet, że tak zwane wybory są dla mnie najtrudniejsze w sztuce fotografii. Najpierw wybór tematu, potem forma jego zrealizowania. Często wybieram na wystawę liczącą 50 zdjęć z serii kilku tysięcy. Prawdę mówiąc, taka selekcja jest dla mnie źródłem ogromnych frustracji. Pomijając już sprawy kadrowania, pracy w ciemni, wyboru miejsca na wystawę, etc.

Głównym tematem Pana zdjęć są ludzie. Co jest w nich takiego ważnego, że poświęcił im Pan wiele lat swojej pracy?

Mógłbym powiedzieć, że sam jestem człowiekiem i to powinno wystarczyć. Poznając innych ludzi, przygotowując się do spotkania z nimi, bardzo dużo dowiaduję się o nich. Potem konfrontacja z rzeczywistością. Często spotykam zupełnie innych ludzi niż są mi przedstawiani. Jedną z największych rozbieżności między tym, co piszą media, a rzeczywistością, było spotkanie z Michaelem Jacksonem. Opisywany bardzo negatywnie, okazał się w rzeczywistości ciekawym, skromnym człowiekiem.

Wiem też o projekcie fotografii, których bohaterami są kwiaty. Czy miał to być odpoczynek od zdjęć ludzi?

Ludzie, szczególnie znani, jakich spotykam, mają mocne osobowości, często destrukcyjne. Jeśli mam ich dość, to zaczynam fotografować kwiaty.

Fotografowanie jest Pana pasją, ale musi być niewystarczającą formą wypowiedzi, bo jest Pan też dziennikarzem i pisarzem. Dlaczego?

Pisanie wzięło się z metody mojej pracy nad tematem, a mianowicie: bardzo gruntownie przygotowuję się do zdjęć, zbierając materiały, rozmawiając z ludźmi. Na początku, kiedy pokazywałem zdjęcia i mówiłem o nich, zaczęto mnie namawiać, abym pisał. Tak się zaczęło.

Podobno napisał Pan również sztukę teatralną. Czy to prawda, o czym ona jest i co skłoniło Pana do jej napisania?

Tak, razem z Pawłem Salą napisaliśmy sztukę o Jerzym Kosińskim, z którym przez dziesięć lat się przyjaźniłem i razem zrobiliśmy kilka projektów zanim popełnił samobójstwo. Początki były takie, że chciałem zrobić film o Jerzym Kosińskim, miałem bardzo precyzyjny pomysł, ale po kilku próbach ze znanymi filmowcami, doszedłem do wniosku, że lepsza będzie sztuka teatralna. Zupełnie przypadkowo wpadłem na Pawła Salę przy innym projekcie i na początku tego roku skończyliśmy sztukę.

Czy to, że zdjęcie jest tylko statycznym obrazem, skłoniło Pana do realizacji filmów?

Dobre zdjęcie nie jest statycznym obrazem. Ale połączenie wiedzy o temacie, pojedynczych klatek, ruchu, muzyki, słów, jest jeszcze większym wyzwaniem. Dlatego zacząłem robić filmy dokumentalne. W 2005 roku nakręciłem film o światowej sławy profesorze, Henryku Skarżyńskim, który w Polsce stworzył placówkę medyczną na najwyższym poziomie i przywraca tam ludziom słuch. Ostatnio zrobiłem film z Krzysztofem Strykierem o Janie Nowaku Jeziorańskim jako kolekcjonerze dzieł sztuki.

Ostatnio fascynują Pana nowe technologie i formy multimedialne. Co skłoniło Pana do zainteresowania się nimi?

Definitywnie większość działalności artystycznej, wydawniczej, poznawczej przenosi się do internetu. Niedawno ilość stron www przekroczyła na świecie 100 milionów, z czego w Ameryce jest ponad 50 milionów. W internecie jestem od lat na: www.czaplinski. com. W chwili obecnej pracuję nad dużym portalem o polskiej sztuce: www.PolishArtWorld.com.

Wyprowadził Pan zdjęcia z gazet, albumów, książek i galerii na ulicę - co o tym zadecydowało?

Moja wystawa fotografii o ks. Janie Twardowskim pt. „Można odejść na zawsze, by stale być blisko” latem 2006 roku była na ogrodzeniu Łazienek w Alejach Ujazdowskich, potem na rynku w Kaliszu, a później przed i w Muzeum Mazowieckim w Płocku. Tłumy ludzi, dzień i noc przed zdjęciami, komentarze, stają się elementem miasta; młodzi ludzie umawiają się pod zdjęciami. Kontynuacją tego projektu jest: potężna wystawa, album, pokaz multimedialny, oczywiście strona w internecie.

Prowadzi Pan dosyć nietypowy, chyba i uciążliwy, tryb życia. Od wielu lat spędza Pan lato w Polsce, a zimy w Stanach Zjednoczonych, dlaczego?

To dość trudny sposób życia, biorąc pod uwagę, że w Nowym Jorku mam rodzinę. Trzeba prowadzić dwa domy; rozłąkę łagodzi możliwość komunikacji przez internet. Życie w Ameryce i Polsce to jakby życie w dwóch wymiarach niemal równocześnie, wykorzystujące dwie kultury. Daje to dużo większe możliwości i ostrość patrzenia.

Czy w Stanach pracuje Pan tak samo jak w Polsce? Czy różne światy wymagają różnego stylu?

Podobnie jak w Polsce, pracuję w Ameryce. Z Ameryki wysyłam zdjęcia do Polski, z Polski do Ameryki.

Czy najważniejsze artystyczne przedsięwzięcie już Pan zrealizował czy jest ono jeszcze przed Panem?

Mam masę planów; wśród nich są takie, które dziś wyglądają nierealnie, ze względu na skalę. Ale podobnie było w przeszłości z projektami, które już zrealizowałem.

Dziękuję za rozmowę.

Juliusz Bolek