ludzie sztuka myśli archiwum

BRAIN

Małgorzata Szyszka

Syn:

Być może są to ostatnie kartki mojego pamiętnika. Być może jest to początek – końca, albo początek czegoś czego nie rozumiem. Obiecałem sobie, że już nigdy nie będę pisać, ale jednak...

Córka:

Przed chwileczką napisałam w kalendarzu zdanie, które mnie przeraziło. Nie chcę, by się sprawdziło. „Jestem truta przez własnego brata i ojca.” Nie wiem – jak długo to wytrzymam. Nie wiem – czy to jest prawda. Być może, to jest, tylko – jak to mówią – nerwica wegetatywna.

Syn:

Wegetacyjna. Czuję się truty przez...

RODZINA PRZY STOLE

Ojciec:

Truje mnie córka.

Córka:

Nie chcę umrzeć. Nie chcę być otruta przez najbliższych. Mój instynkt, mówi mi, że mam się bronić. Postaram się zamieszkać sama. Truje mnie ojciec.

Mama:

Pewnego dnia podczas zajęć z dzieciakami zauważyłam, że wszyscy dziwnie się zachowują. Pomyślałam, że coś wzięli. Nie chciałam robić dochodzenia. Poprosiłam tylko, by wrócili. Tylko od nich zależy, czy dalej będziemy się spotykać. Było mi przykro.

Córka: Matka też jest truta wg mnie przez brata i jego pannę. A jeżeli to nie oni, to kto? Nic nie jeść. Jeść wszystko.

Syn:

Nie jeść. Faktycznie moja panna truje ją. Mnie, zresztą też. Miłość to miłość. Sytuacja powtórzyła się. Zrozumiałem. Dzieciaki nic nie biorą. Pewnego dnia szatniarka podeszła i powiedziała, że tam siedzą spece od narkotyków. Podobno dzieci nic nie biorą. Ktoś im wsypuje. Skąd ja znam tę historię?

Mama:

Nic nie biorą. Synu przebaczam jej. Ty – mój syn. Córka: Jak zawsze. Trzymam z ojcem. Matka w synu zaskuniona. Z jednej strony poczuła ulgę a z drugiej przerażenie.

Mama:

Dziewczyny przyszły z kanapkami. Mało czasu. W trakcie jedzenia robiły się coraz bardziej pijane – jakby naćpane. Po spotkaniu jedna z wychowawczyń podeszła do mnie i mówi – „jedna jest naćpana”.

Syn:

Policja!

Ojciec:

Cicho synu. Ostatnio tak mi wpierdzielili. Niech Pan zabierze tę kamerę. Córka: Spokojnie tato – kamery już nie ma. Widziałam ją przed kolacją – była „czysta”. Serek całkiem dobry.

Syn:

Dlaczego trujemy się nawzajem.

Ojciec:

Podobno zdrowotnie. Uważaj córko – laserem – on własną matkę.

Córka:

Spokojnie. Ja już dostałam w oko. Nigdy nie będę dobrze widziała. Nastaw ostrość. Teraz zajęli się moimi mięśniami. Wstaje i krzyczy.

Córka:

Bardzo proszę, by mnie nie posypywano. By nie dosypywano zdrowotnie. Czuję się zdrowa. Robię się chora, jak widzę ten proszek.

Syn:

Laserkiem ją laserkiem. Nie mogą sobie dać rady z narkotykami. Że też ona nic nie je, chowa herbatę i kawę.

Mama:

Synu to twoja siostra.

Córka:

To jednak dosypują. Sami sobie? Po co?

Syn:

Mszczą się za to, że im sypią. I nie wierzą, że to tamci.

Ojciec:

Jak nie tamci to kto?

Syn:

Wg mnie nikt. Laserkiem.

Mama:

Wyobraźnia. Pstrykamy.

Syn:

Pstrykamy.

Córka:

Strzepujemy. Ja jestem za społeczną nerwica wegeta...

Ojciec:

Nerwica, nerwica ale duża kasa. To usprawiedliwia. Duża kasa.

Mama:

E, tam głupota. Popatrz. Dziwnie się po tym jedzeniu zachowuje. Zaczyna być agresywna.

Syn:

Ja też głupieję – od jedzenia.

Ojciec:

Ja nic nie jem i też głupieję. To z powietrza.

Córka:

Badałam – czyste.

Mama:

Moja czujka twierdzi, że jeść. Czujka taty, że nie jeść. Matka zwariowała. A siostra wcina wszystko. Trzeba przetrwać... będzie jeszcze dobrze…

Syn:

Udają. Nic się nie stało. Ktoś puścił bombę wodorową. Świat ginie.

Mama:

Ja się upiłam. Przeprosiłam Boga za to, że koniec świata przywitam zalana. Śpij malutki… Śpij. Uważaj na zupę.

Ojciec:

To zdrowotnie. Tak powiedzieli. Wyniki miał dobre. Może przesadzili... Wstawaj synu.

Mama:

Nie budź go. Niech śpi. W pracy coraz gorzej. Teraz, tamci – dziwnie się zachowują. Zupełnie jak po psychotropach. Cholera, że przez ten monitorek, człowiek nie może zapomnieć o robocie.

Mama:

Podobno ludzie od tego proszku będą szczęśliwi.

Syn:

Raczej chodzi o to, żeby się zmniejszyli... trują nie trują...

Córka:

Populację zmniejszyli.

Syn:

Siebie zmniejszyli.

Ojciec:

Wg mnie przestali.

Ojciec:

Nie – znowu wpuszczają.

Mama:

Ledwo żyję.

Ojciec:

Zagazowywana. Według mnie wszyscy chodzą jak…

Syn:

OK

Córka:

W każdy weekend ta sama dawka.

Mama:

Ja, już nic nie jem.

Syn:

Zdechła.

Córka:

Nie ta żyje.

Syn:

Jednak istnieje życie!

Córka:

Zanieczyszczenie środowiska.

Mama:

Serek.

Syn:

Narkotyki.

Ojciec:

Coraz gorzej się czuję. Mam trudności z chodzeniem, koncentracją, widzeniem, słuchem.

Córka:

Co robisz?

Syn:

Podglądam. Ona je pomidora.

Córka:

Ze mną jest bardzo źle. Dzwonek.

POOBIEDNIA SIESTA

Córka:

Przetrwaliśmy obiad.

Ojciec:

Zjadłem. Żyję.

Mama:

Gotowałam i żyję. Omawiamy pracę poszczególnych grup. Poszło bardzo dobrze.

Podglądają.

Syn:

Jak tak dalej pójdzie to zaoszczędzimy na jedzeniu. Boję się o nią. Jest coraz bardziej naładowana.

Córka:

Ma białe żabie oczka. Jak zabójcy. Brat nie brat – czas wiać. Mam już dość. To już koniec. Córka tańczy.

Mama:

Uroczyste wręczenie dyplomów. Ledwo stoję na nogach. Dzieciaki mają trudności z koncentracją.

Syn próbuje zjeść ciastko. Straszne zamieszanie. Córka podsuwa mu inne. Gryzie.

Mama:

Boję się.

Syn:

Ciągle słyszę, że coś dosypują.

Mama zjada ciasteczko.

Mama:

Ufam dzieciakom.

Córka zamienia ciastko.

Syn:

Może te.

Córka:

Chcę umrzeć w domu. To na pewno wojna atomowa.

Syn:

Przesada. A przynajmniej nie jesteśmy w epicentrum.

Córka:

Właśnie, dlaczego jesteśmy jeszcze żywi.

Ojciec:

Matka źle się czuję. Stanowczo uważam, że czegoś dosypano itd. A także, że jak tak dłużej potrwa to ja zwariuję.

Mama:

Odpocznijmy.

Syn i Córka:

Idziemy na spacer.

Córka:

To ja poćwiczę. Jak ćwiczę lepiej się czuję.

Mama:

Staram się skoncentrować. Mam trudności z koncentracją. Ma trudności z mówieniem. Nie mogę jeść. Ojciec bada Mamę.

Ojciec:

Paraliż mięśni twarzy. Nie płacze. Nalewa wódki do szklanki. Pije. Jest mi wszystko jedno. Chcę umrzeć. Boję się, że jak zadzwonię po pogotowie to cię zabiją. Mama wyjmuje różaniec. Z Jerozolimy.

Ojciec:

Wg mnie to koniec świata. Opowiada mamie sen. Śniła mi się mała dziewczynka. Kurczowo trzymała się ściany. Po jej policzkach płynęły łzy. Jedna po drugiej. Chciałem stamtąd wyjść. Chwyciła mnie za rękę. Jakby mówiła do mnie: „Nie wychodź stąd”. Uśmiechnąłem się do niej – mała narkomanka. Mama odzyskuje mowę.

Mama:

Muszę być z dzieciakami. Dlaczego ze mną się tak żegnały jakbyśmy nigdy więcej mieli się nie spotkać? Ojciec przytula mamę.

Córka:

Boję się o brata.

Syn:

Nie daj się bratu zabić.

Córka:

Najpierw pomyślałam, że on chce mnie zabić. A potem, że popełni samobójstwo. Wracają rodzice. Z bratem lepiej. Dawno nic nie dostałam. Cholera trafili. Zdążyłam tylko pomyśleć. Oni znają moje myśli. Nie myśl. Odcinamy się. Jak to było... Córka wyjmuję komunie z ust. Włącza telewizję. BBC. Przerażona wyłącza. Jeszcze raz włącza.

Córka:

Oni też mają dziwne oczy.

Mama:

Córko, oni tam też im to dali.

Syn:

Epicentrum jest gdzieś na wschodzie.

Córka:

Cieszę się. Ta głupia, nie będzie już żyła. Gdzie są nożyczki?

Mama:

Nie odcinaj się. To nic nie da. Zacznij myśleć zmyłkowo.

Ojciec:

Poszukaj fal, na których inni nie odbierają. To trochę potrwa, ale się nauczysz. Nie oglądaj telewizji. To nic ci nie da. Nic, to już nie zmienia. Im też już to dali.

Mama:

Boli mnie ręka.

Syn:

Ja mam także mały paraliż.

Mama:

Poparzyli mi twarz.

Ojciec:

Synu odejdź od komputera. Ojciec pije przegotowaną wodę parząc sobie usta.

Córka:

Mam stany lękowe. Staram się żyć normalnie. Zakładam sektę. Byłam dzisiaj w teatrze. Dużo się modlę i często płaczę. Jestem osłabiona. Boję się każdego skuna, który niszczy mi wzrok i słuch. Małych i większych paraliżów rąk i twarzy. Czuję się nie kochana. Nic dziwnego, bo nie jestem kochana. Staram sobie przypomnieć ostatnią tajemnicę Fatimską. Ale, to przecież jeszcze nie koniec świata. Przecież mam mieć męża dwójkę dzieci dom i samochód i zwiedzić kawał świata. Słyszę tysiące głosów. Głuchnę. Rzyga. Robi masaż narządów słuchu.

KLATKA SCHODOWA

Sąsiadka z góry:

Twierdzą, że jest nas za dużo na świecie. Nie za dużo. Chyba nie wpadli na pomysł, by nas wytruć.

Sąsiadka z dołu:

Nawet nie chcę pisać jakie myśli mi przychodzą do głowy.

Sąsiadka z góry:

Drugie niebo – zwane Kalifornią.

Sąsiadka z dołu:

Satelita.

Sąsiadka z góry:

Drugie życie.

Sąsiadka z dołu:

Podział na rejony i wpływy mafijne.

Sąsiadka z góry:

Pranie pieniędzy.

Sąsiadka z dołu:

Ktoś polał to patio wodorem.

Sąsiadka z góry:

Kobalt.

Sąsiadka z dołu:

Rak.

Sąsiadka z góry:

Wieczna młodość.

Sąsiadka z dołu:

Strychlina.

Sąsiadka z góry:

Górna półka.

Sąsiadka z dołu:

Wywołanie agresji zbiorowej.

Sąsiadka z góry:

Koniec świata.

Sąsiadka z dołu:

Chcą bym została świętą.

Sąsiadka z góry:

Umarła za miasto.

Sąsiadka z dołu:

Spokój.

Sąsiadka z góry:

Próba samobójstwa.

Sąsiadka z dołu:

Ktoś chce, by ta mała nie żyła.

CIĄG DALSZY SIESTY

Córka:

Jednym słowem chce mnie zabić. Chipy. Diwy operowe. Nieustanne łyżkowanie. Chude dupy. Jak tak dalej pójdzie to gotowa choroba psychiczna. Światem rządzi pieniądz i du… tyłek. Tajemnica wojskowa. Nieustająca gra. Wyczerpanie nerwowe. Handel dziećmi. Jad żmij. Trutki.

Syn:

Żmija była. Nie zdziwię się jak ci moja... rozumiesz chętnie zajmie twój pokój. Za mało miejsca. Ktoś mi wszystko niszczy.

Córka:

A, tak na prawdę mam nadzieję, że to wszystko minie. Chwilowe osłabienie organizmu. Chociaż boję się choroby popromiennej. AIDS. Raka.

Syn:

Uważaj na dawki zawałowe – rządowe. Dostałem – mało nie zszedłem. Jutro poprawią. Cholera strzeliłem samobója. Nie odróżniłem cukru od...

Mama:

Córko przestań się odcinać. Zdechniesz. Oni też zdechną. Ja mam tylko nadzieję, że ponad tym wszystkim jest ten jeden jedyny Bóg, który stworzył to wszystko i to On decyduje o wszystkim i kiedyś wpierdoli tym…

Córka:

Mamo, Ojcze nasz, któryś jest...

Mama:

Córko chcą żebyś zeszła.

Córka: Wiem Mamo. Chcą bym cierpiała i się męczyła. Powoli mnie wykańczają. Ta z góry i z dołu jest dumna. Wy zresztą też nie macie nic przeciwko temu. Panie chociaż Ciebie nie pojmuję jednak nade wszystko miłuję. Nad wszystko co stworzone boś to dobro nieskończone. A, najważniejsza jest miłość.

Syn:

Potrzeba mi teraz bardzo dużo ciepła, miłości i zrozumienia oraz pozytywnego myślenia. Serce mi pękło. Znowu jest mi zimno. Idę spać. Dziękuję za moje prawie 33 lata. Siostro trzymaj za mnie kciuki...

Córka:

Palce mi się nie zginają... Ona jest dumna – bo jest zawodowy zabójca... uczyła ją matka – taka rodzinna gratka... Przebacz Panie, bo nie wiedzą, co czynią...

Mama:

Najważniejsza jest miłość...

Córka:

Mamo, jestem bardzo zmęczona. Podobno to taka gra terenowa.

Ojciec:

Sąsiad twierdzi, że ktoś Polskę sprzedał za długi i że to eksperyment rządowy. A ja jestem przerażony. Może je ktoś by wykupił. Tak córko, to ona ci tę mordunię poparzyła. Też jest dumna. Duma narodowa. Bo to diwa rządowa nieźle od lat pier…

Córka:

W mojej głowie pełno sprzecznych myśli.

Syn:

Jeżeli to gra terenowa – to może można odwołać?

Córka:

Nie laserem. Ja już nie będę cienka.

Mama:

Podobno w pozytywnym myśleniu jest siła.

Córka:

Podobno w modlitwie jest przetrwanie. Oczyszczam swój umysł. Na chwilę znowu wszystko się zatrzymało.

Mama:

Słabnie moje ciało. Litości.

Małgorzata Szyszka