ludzie sztuka myśli archiwum

BLUE JAY
- fragment książki biograficznej, pt. Amerykańskie chwile

Idąc z Getzville do uniwersytetu stanowego, widzę przy domach i w ogrodach wiele blue jay’ów. To są ptaki nieco mniejsze od naszej sroki ale trochę smuklejsze od europejskiej sójki. Mają niebiesko-sine ubarwienie, głowę oddzieloną wyraźnym, grubym czarnym pasem, do tego niebieski grzebień, czarne oko i ostry niczym szpikulec dziób. Na skrzydłach mozaika barw – biel, czerń, szarość i odcienie błękitów. Ogon wydłużony jak u sroki, choć może nieco krótszy. Podbrzusze sino-białe, z którego wychodzą cienkie, ruchliwe, czarne nogi. Ptaki te robią wiele hałasu i pojawiają się blisko drogi, przeskakują z gałęzi na gałąź, a czasem zatrzymują się nieopodal chodnika, na trawie, i patrzą uważnie na przechodzącego człowieka, przekrzywiają głowę i z krzykiem uciekają w zarośla. Amerykańskie ptaki nie śpiewają, raczej skrzeczą, gwarzą, nawołują, albo wydają jakieś zdumiewające dźwięki – jak kardynał, którego głos daje się porównać z odgłosem drutu wirującego w powietrzu albo z dźwiękiem nadlatującego blaszanego kręgu.

Bule jay (Cyanocitta cristata), czasem w Polsce, przez ornitologów nazywany jest sójką błękitną i zbyt mechanicznie porównywany z naszym ptakiem o takiej nazwie. A przecież prawie wszystko w nim jest inne, zachowanie, zwyczaje, wspomniane już odgłosy, w których wyraźnie daje się wyodrębnić frazę jay, do tego jeszcze ta śmiałość w obcowaniu z ludźmi. Ptaki te pierwotnie żyły w Ameryce w lasach liściastych, ale obecnie, z konieczności, przystosowały się do życia w osiedlach ludzkich. Często zatrzymuję się i przez dłuższą chwilę patrzę na siedzących na gałęziach przedstawicieli tego gatunku, innym razem odprowadzam wzrokiem osobniki przelatujące z jednej strony ulicy na drugą, albo kołyszącym się lotem podążające od jednego skupiska domów do innego. Te latające zwierzęta są dla mnie emblematem Ameryki, tak różne od europejskich mieszkańców przestworzy i tak widowiskowe w swoich nagłych pojawieniach i ucieczkach. Jest w nich jakaś zdumiewająca niezależność, jakby nie interesowały się całym światem, a jedynie sobą i jakimś niedosiężnym, im tylko znanym celem. Siedzą na dachach schludnych amerykańskich domów, bujają się na gałęziach drzew i krzewów, spacerują po trawnikach i wydziobują owady. Popularne w całych Stanach, najliczniejsze są we wschodniej i centralnej partii kontynentu. Widywałem je w parach, większych grupach, a nawet raz spostrzegłem przelatujące nad polami stado. Polubiłem blue jay’e, chociaż ich głos mrozi krew w żyłach i przenosi wyobraźnię do jakiejś epoki po wielkim kataklizmie albo do krainy grozy, gdzie wisi nad światem jakiś mroczny opar. To niesamowite, że na świecie są takie stworzenia, tak różne od ludzkich kształtów i tak skończenie piękne w swoim wyrazie, w swoich ruchach i nieustającej walce o pożywienie, o przetrwanie pośród wielkich przestrzeni.

Ludzie dawno, dawno temu zamienili wolność wędrowca na osiadły tryb życia. Niektórzy, tak jak moja mama, nie widzą prawie świata poza jednym miejscem, starcza im telewizja, film, opowieść syna, który wraca z dalekich podróży. A przecież wędrowanie jest tak ciekawe, tak głęboko zakorzenione w świecie. Człowiek podążający naprzód nie ma czasu na stres, omijają go depresje, stale musi odpowiadać na impulsy, płynące do jego mózgu, ze świata. To, co widzi, staje się istotą jego egzystencji, to co się w drodze wydarza, jest dla niego wystarczającym zamiennikiem. To osiadły tryb życia spowodował, że ludzie zaczęli wszystko wokół siebie modyfikować, stworzyli mitologię seksu, który w nadmiarze i bez urozmaicenia, zawsze jest nudny, jakkolwiek by go nie modyfikować z jedną partnerką. Miłość w drodze ma zupełnie inny wymiar, staje się jednym z faktów, takim samym jak spotkana piękna kobieta, jak zauważona rozległa przestrzeń, jak blue jay bujający się na gałęzi klonu.

Podczas jednej z wędrówek natknąłem się na osobnika, który chodził po trawniku przy remizie strażackiej. Stanąłem i zacząłem go obserwować, a on szybkim biegiem przybliżył się do mnie. Był oddalony o jakieś pięć metrów, może nieco więcej. Przekrzywiał zabawnie głowę, stroszył czub na głowie i patrzył na mnie to lewym, to prawym okiem. Mogłem mu się dobrze przyjrzeć i zauważyłem, że jego ogon, niczym u naszej kukułki lub u krętogłowa, ma białe obwódki na końcu piór. Pomagają one ptakowi utrzymać równowagę na gałęzi ale też są niezwykle pomocne w locie, nadają mu kierunek i stabilizują cały ożywiony statek powietrzny. Blue jay wskoczył na niewielkie drzewko i dalej patrzył na mnie z zaciekawieniem, wyraźnie na coś czekał, albo do czegoś mnie zachęcał. Popatrzyłem na otoczenie remizy straży ogniowej i domyśliłem się, że strażacy albo ludzie z obsługi tego budynku czasami karmią ptaki resztkami pożywienia. Tuż przy drodze leżały worki ze śmieciami, a w plastikowym, ażurowym koszu walały się kartony po pizzy i pudełka po chińskich daniach. Zapewne strażacy, przychodzący na służbę, albo zbierający się na szkoleniach, zamawiali tego rodzaju fast foody, a resztkami karmili okoliczne ptactwo. Blue jay wziął mnie zatem za jednego z nich i ciekawie przyglądał mi się czy aby nie rzucę mu kawałka pizzy pepperoni albo kawałek kurczaka w cieście. Miałem w torbie bułkę i postanowiłem sprawdzić czy tak jest rzeczywiście. Powoli, żeby nie spłoszyć mojego kompana, wyjąłem ją z plastikowej torebki, urwałem połowę i lekko rzuciłem na trawnik. Niebieski ptak sfrunął natychmiast, dzióbnął bułkę z jednej, a potem z drugiej strony, popatrzył na mnie jeszcze raz uważnie, przewrócił bułkę na drugą stronę i jeszcze raz jej posmakował, po czym zrobił coś co wywołało moją wesołość. Nagłym podrywem wzniósł się w powietrze, zwisł nade mną zaledwie o metr albo dwa, nakrzyczał na mnie, ociotował mnie i z wrzaskiem jakby mu pióra wyrywano, odleciał gdzieś w krzaki.

Zrozumiałem, że oczekiwał tutaj na smakołyki, a ja dałem mu suchą bułkę. Karmiony kawałkami pizzy ze smakowitym przybraniem albo niedojedzonymi skrzydełkami w ostrym cieście, pogardził moim lunchem i zdenerwował się niezmiernie. Ptaki krukowate są niezwykle inteligentne, mogłem to sprawdzić przyglądając się bule jay’owi żerującemu na obrzeżach remizy. Podręczniki ornitologii podają, że zwierzaki te potrafią inteligentnie magazynować żywność w specjalnie do tego celu przygotowanych jamach, w dziuplach i gniazdach. Czasem też zapominają o takich zapasach albo wykradają jedzenie z odkrytych spichlerzy innych osobników. Jeśli ten niebieski chuligan gromadził gdzieś jedzenie, to jego magazyn, wypełniony skrawkami pizzy i kawałkami kurczaków w cieście, musiał wyglądać imponująco i stanowić łakomy kąsek dla żyjących w pobliżu ptaków.

Dariusz Tomasz Lebioda