ludzie sztuka myśli archiwum

Kiedyś przeczytałem Dostojewskiego.

To deklaracja, która być może znaczyła niewiele w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale dzisiaj już - niestety – jest chyba wyznacznikiem tego, co można określić mianem intelektualnego przeżycia, a tym co jest synonimem "pop-kultury". Wiec, gdy teraz wklepałem w wyszukiwarkę potrzebne mi hasło okazało się, że w sieci znajduje się 36 tysięcy (z hakiem) polskich odnośników – o trzy tysiące mniej niż było wejść na najlepszą chyba stronę poświeconą twórczości Fiodora Michajłowicza... to tak jakby już każdy, kto się w jakiś sposób zainteresował pisarzem już się wypowiedział.

Pretekstem był polski przekład „Mistrza z Petersburga” J.M.Coetzee, który niedawno wznowiony został w krakowskiej oficynie „Znak”. Dobrze się stało, bo rzadko kiedy współczesny pisarz potrafi z łatwością sięgnąć w głąb czasów już minionych. Dla mnie – osoby interesującej się przeszłością – interesującą wydała się ta niezwykła opowieść o wydumanym przez autora pobycie Dostojewskiego w St. Petersburgu pod koniec lat sześćdziesiątych dziewiętnastego stulecia mającą mieć związek ze śmiercią domniemanego syna pisarza. Znając cokolwiek jego życiorys wiedziałem bowiem, że w tym czasie ścigany przez wierzycieli geniusz żył w Dreźnie u boku Anny, swej młodziutkiej żony i ani myślał pojawiać się carskiej stolicy i to tylko po to, by zostać uwięziony za długi.

Ale Coetzee potrafił stworzyć fascynująca wizję tego co mogło nastąpić, a co rzeczywiście nie miało miejsca, co być mogło i nie nastąpiło... Swymi własnym słowami opowiedział niezwykle mroczną cześć pisarskiej biografii człowieka, którego wielkość po dziś dzień może nas chyba tylko prześladować... czyli napisał bryk z „Biesów”, w których pierwowzorem bohatera Piotra Wierchowieńskiego jest właśnie Siergiej Nieczajew – rosyjski rewolucjonista, ten sam, co wspólnie z Bakuninem napisał na szwajcarskiej emigracji „Katechizm rewolucjonisty”.

Młody buntownik wywarł na starzejącym się pisarzu wrażenie przeogromne. Pojawił się nawet w jego twórczości co prawda w bardziej literackiej niż prawdziwej postaci, ale jednak. Nieczajew właśnie w onym 1869 roku, w którym Coetzee umieszcza akcję „Mistrza”, z przyczyn „ideowych” popełnia morderstwo uśmiercając Iwanowa/Szatowa, który chce zerwać współpracę z „kółkiem Nieczajewa/Wierchawieńskiego”. Zabójstwo literackiego Szatowa ma u Dostojewskiego nieomal rytualny charakter, bowiem wspólna zbrodnia ma wpłynąć na dalsza konsolidację grupy. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do „Biesów” dodając jedynie, że zmiana optyki pisarza, jaka wówczas nastąpiła, umożliwiła mu swobodny powrót do imperium carów. „Biesy” są również swego rodzaju pogrzebem wyznawanego w młodości przez Dostojewskiego fourieryzmu wyszydzonego w „teorii Szygalewa”. Jest wiec to również zerwanie z przeszłością na co niewątpliwie duży wpływ miała z Anna Grigorjewna Snitkin, młodszą o 25 lat stenografistką, z która pisarz żeni się w 1866 roku.

W tym właśnie - chyba najszczęśliwszym dla Dostojewskiego - okresie powstają jego najlepsze dzieła. Laureat Nobla J. M. Coetzee przedstawia jednak alternatywną wersję wydarzeń starając się jednocześnie określić cenę, jaka pisarz powinien zapłacić za swoje dzieło. Mówi więc o obsesjach, namiętnościach, lękach i wzajemnych relacjach pomiędzy osobistymi doświadczeniami, a tym co pozostaje przelanym na papier. Tworzy dylemat na miarę Fausta. Wplątuje więc wątek Piotra Isajewa, faktycznego pasierba pisarza cokolwiek już wówczas przez Dostojewskiego zaniedbywanego. Ale w owym czasie Isajew żył już własnym dorosłym życiem, myślał o petersburskiej karierze i nigdy nie był, ani nie zamierzał nawet być rewolucjonistą. Nie zginął również tragicznie zamordowany przez swych współtowarzyszy, lecz dożył roku 1900.

Tę powieść czyta się nadzwyczaj lekko, więc daleko jej do dość mrocznych dzieł Dostojewskiego, ale jednocześnie może stanowić do nich doskonałą inwokację, wstęp, który potrafi zbudować czytelnikowi pewien stopień, z którego będzie zaledwie krok do odkrycia jednego z najfantastyczniejszych umysłów wieku dziewiętnastego.



J.M.Coetzee, Mistrz z Petersburga, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005

Krzysztof Łukaszewicz