ludzie sztuka myśli archiwum

Okno Rosji w lustrze literatury

Petersburg jest wyrąbanym na północ oknem, przez które Rosja wygląda na Europę.

Algarotti

Sankt Piter-Burkh / Petropol
- Cacko demiurgów

Jak wiele rzeczy w Rosji, również Sankt Petersburg jest przykładem zwycięstwa nad naturą, i to zwycięstwa typowo słowiańskiego – zakrojonego na wielką skalę, przeprowadzanego z brawurą i… niedokończonego.

Ukochane dziecko Piotra Wielkiego urodziło się w teatrze działań wojennych w niezwykle burzliwym akcie Historii – kiedy to król szwedzki zadał wojskom rosyjskim apokaliptyczną wręcz klęskę w bitwie pod Narwą. Była to zapewne jedna z najbardziej owocnych porażek w historii Rosji – przesądziła bowiem o konieczności modernizacji armii i wojskowej infrastruktury, na co nalegał car Piotr I. W celu skuteczniejszej obrony północno-zachodnich rubieży Imperium Rosyjskiego rozkazał w 1703 wybudować fortecę na jednej z wysp położonych na potężnej rzece Newie (przez tubylców-fińskich rybaków nazywanej Wyspą Zajęczą). To miejsce, zwane później Twierdzą Pietropawłowską, da początek jednemu z najniezwyklejszych miast Europy.

Car Piotr Aleksiejewicz, którego potomność nazwała Wielkim, był zarazem człowiekiem myśli i czynu, niezwykle twórczym i energicznym indywidualistą nieznoszącym jakiegokolwiek sprzeciwu. Po objęciu tronu odbył podróż incognito po zachodniej Europie, podczas której, bardziej niż wdzięki mieszkanek Rzeszy i uroda paryskich pałaców, interesowały go technologie w hutach i stoczniach. Ten wojaż uczynił go zapamiętałym eurofilem i równie zaciętym wrogiem starej, prowincjonalnej rosyjskości. Jasne było więc, że jego stolica nie będzie zwyczajnym ruskiim gorodem. Człowiek, który swoim bojarom kazał golić brody pod groźbą sankcji fiskalnych, nie miał skrupułów, aby bulwiaste sobory zastępować budowlami identycznymi jak te zdobiące Berlin czy Paryż , i aby przez 10 lat c a ł y kamień Rosji ściągać do nowopowstającego miasta czy wreszcie, ku zgorszeniu poddanych, ochrzcić je z holenderska Sankt Piter-Burkh’iem.

Mieszkańcy nowej stolicy, ściągani do niej wręcz siłą, szemrali niezadowoleni, że to miasto niemieckie, antynarodowe, istne „zaprzeczenie rosyjskości”. Narzekali też na jego izolację od innych wielkich miast imperium, na brak dróg i wianuszka miasteczek oraz wsi. Wreszcie – umiejscowienie carskiej siedziby było może i dobre na czas kampanii przeciwko Szwedowi, ale kto to widział, aby stolicę zakładać na takim finis terrae? W miejscu, którego „atrakcje” - białe noce, słabe słońce, przenikliwe wiatry, grząskie grunty, cuchnący fetor od bagien, stałe zagrożenie powodziami – mogły stanowić rozrywkę dla fińskiego rybaka, ale nie dla bojara z Wielkiej Moskwy… Jedynie człowiek tak ufny w swą wszechmoc jak Piotr I mógł obrać na swą siedzibę miejsce, które Stwórca przeznaczył dla wilków i niedźwiedzi. Godną kontynuatorką jego dzieła będzie Katarzyna II, zwana przez swych francuskich przyjaciół – Diderota i Woltera – „Matką Boską Petersburską”. Najsłynniejsza władczyni rosyjska świadomie wzorowała się na Piotrze i chciała być postrzegana jako jego sukcesorka, czego materialnym dowodem jest słynny pomnik Jeźdźca Miedzianego z wiele mówiącym napisem „ Petro Primo Catherina Secunda”. To za czasów „Semiramidy Północy” ( która z równym zapałem oddawała się rozbudowie stolicy, co politycznym knowaniom i coraz to młodszym kochankom,) miasto zyskuje swój neoklasycystyczny charakter. To za jej panowania powstały pełne przepychu pałace, właściwe Oświeceniu przybytki kultury takie jak Akademia Sztuk Pięknych, Akademia Nauk czy słynny Ermitaż (szczycący się dziś 3 milionami eksponatów), a także świątynie różnych wyznań, nieodłączny atrybut doby tolerancji.

Zniemczony Rosjanin i zruszczona Niemka – niczym dwa demiurgi stworzyli w zapomnianym przez Boga miejscu miasto pod każdym względem niezwykłe, zachwycające i przerażające – niezmiennie inspirujące dla artystów rosyjskich i cudzoziemskich.

Z przyczyn zarówno chronologicznych, jak i patriotycznych warto rozpocząć literackie wędrówki po Petersburgu od spojrzenia na twórczość Adama Mickiewicza, który do północnej stolicy trafił podczas swego „zesłania” – kary za „sztubackie ekstrawagancje” wyczyniane w Stowarzyszeniu Filomatów i Filaretów.

Powstała w 1832 r. w Dreźnie uduchowiona „Dziadów część trzecia”, największe bodaj martyrologiczne i antyrosyjskie dzieło w naszej literaturze, wywodzi genealogię Petersburga z piekła. Mickiewicz, młodzieniec z zaściankowego Zaosia pod Nowogródkiem, był pod niezaprzeczalnym wrażeniem ogromu carskiej stolicy; widział w niej jednak demoniczne piękno zbudowane na cmentarzysku podbitych narodów. W mickiewiczowskim obrazie twórca tego nieludzkiego dzieła, Piotr, jest wcielonym szatanem; bezlitosnym, krwawym, nienasyconym tyranem, który w swej bezczelności śmie porównywać się z wzorem sprawiedliwego władcy, Markiem Aureliuszem (wizerunki obu uwieczniono w postaci rzeźby jeźdźca na koniu). Mickiewicz nie jest odosobniony w swej nienawiści do krwiożerczego Carstwa; w „Dziadach” po piekielnym mieście oprowadza Konrada „rosyjski wieszcz”, postać niechybnie wzorowana na serdecznym przyjacielu, Saszy Puszkinie. Quasi-list „Do przyjaciół Moskali” to swoiste podziękowanie dekabrystom, dzielnym oficerom, którzy korzystając z okresu bezkrólewia postanowili zawalczyć o demokrację w Rosji (jak bardzo syzyfowa jest to praca, zobaczą pewnie jeszcze nasze dzieci) , za co otrzymali honorowe miejsca w lochach matecznika stolicy- Twierdzy Pietropawłowskiej, która gościła onegdaj także Kościuszkę czy Łukasińskiego.

Petersburg podany a la Mickiewicz ma także inne, godne uwagi oblicze. Choć „Pana Tadeusza” nie można traktować jako bedekera po jakimkolwiek miejscu innym niż przepastne połacie wyobraźni naszego wieszcza, to wzmianka w epopei o słynnej anegdocie petersburskiej Telimeny- jest tak wdzięczna, że warto wpisać ją w literacką mapę tego miasta. Poza tym zmienia ona nieco powszechne przekonanie, jakoby Mickiewicz miał po Petersburgu jedynie chodzić i cierpieć – o przygodach młodego, przystojnego poety w wielkim mieście szerzej napisze w wiele lat później Jarosław Iwaszkiewicz.

Obraz Petersburga z tych samych lat odmalował w poemacie „Jeździec miedziany” nadnewski ekwiwalent Mickiewcza, najwybitniejszy rosyjski romantyk Aleksander Puszkin. Stosunek podmiotu lirycznego do opisywanego miasta jest dwojaki. We „Wstępie” zachwyca się ładem jego zwartych kształtów, urokiem mieszkańców, blaskiem wieżycy Admiralicji i cudownymi białymi nocami, w które można czytać bez lampy. Nowa, europejska stolica przyćmiła prastarą , ruską Moskwę jak młoda cesarzowa przyćmiewa świeżością i urodą „imperatrycę-matkę”. Jednak Petersburg z opowieści o nieszczęsnym Eugeniuszu ma swoje mroczne oblicze. Bohater poematu, Eugeniusz , podczas listopadowej powodzi traci ukochaną Pałaszę, co przywodzi go do utraty zmysłów. Ogarnięty szałem przybywa pod słynny pomnik Piotra I i gorzko wyrzuca zaklętemu w kamień samodzierżcy fatalną decyzję o budowie miasta w tak piekielnym miejscu. Puszkin pisze, że Piotr Wielki budując Petersburg ujarzmił Rosję jak na pomniku ujarzmia konia – i spiął ją do skoku. Ten czyn unieśmiertelnił go, lecz zarazem uczynił obojętnym na naturę i ludzkie cierpienie; nie musi żyć ze swym udręczonym ludem w pięknym i niebezpiecznym mieście swego kaprysu.

Miasto wpółobłąkańców

Najsłynniejszą z żelaznego kanonu powieścią o Petersburgu jest niewątpliwie „Zbrodnia i kara” Dostojewskiego. Ów genialny pisarz (skądinąd rodowity moskwianin) pochyla się nad zgoła innym Petersburgiem: nie monumentalnym zbiorem pałaców lecz prawdziwym, żyjącym miastem. Przyjechał tam w latach 40-tych XIX wieku na studia do Szkoły Głównej Inżynierii Wojskowej; jako żak miał okazję poznać dobrze nędzę petersburskiej ulicy - stąd precyzja, z jaką nakreślił trasy wędrówek swych bohaterów po cieszących się złą sławą dzielnicach miasta. Jeśli prawdziwą jest teza współczesnych psychologów o determinującym wpływie otoczenia na ludzką duszę, to zbrodnia Raskolnikowa – ohydna wszak w każdym ze swych aspektów - wydaje się nieco usprawiedliwiona. Sankt Petersburg widziany jego oczami jest bowiem nędzny i odrażający. To siedlisko występku dusi się od lipcowego upału, wszechogarniającego kurzu i ohydnego fetoru potu, brudu i taniego alkoholu. Odrapane, chylące się ku upadkowi czynszówki kryją ciemne klatki schodowe i maleńkie , ubożuchne mieszkanka o dziwacznych kształtach i nędznym wyposażeniu –takie jak lokum Marmieładowów czy izdebka samego Rodiona Romanowicza.

Widzimy w „Zbrodni i karze” także przebłyski Petersburga świetnego i eleganckiego; sam jak Raskolnikow podczas swych brzemiennych w ważkie myśli spacerów zachwyca się jego wspaniałymi budowlami – Soborem Izaakiejewskim, Zamkiem Michajłowskim oraz bajeczną kolorystyką miejskich ogrodów. Niemniej „jakimś niezrozumiałym chłodem napawał go zawsze ten zachwycający widok; piękno tego wspaniałego obrazu nie przemawiało do niego, był na nie nieczuły… I za każdym razem, dziwiąc się, że oglądany stąd widok miasta wywiera na nim wrażenie ponure i tajemnicze, jakby nie dowierzając, że tak może być w istocie, odkładał wytłumaczenie tego stanu na później”

Ewa Zarzycka-Berard w eseju „PETERSBURG- PIOTROGRAD- LENINGRAD Miasto trojga imion” napisze „Rozdwojenie jaźni, jakiego doznaje Raskolnikow w Zbrodni i karze, jest symptomem rozdwojenia Sankt Petersburga, miasta chorego od blasku i nędzy, miasta w którym odbija się Rosja między bezkresnym przestworzem a zurbanizowaną stolicą, między Chrystusem a pieniądzem , tradycją a Europą”. Sam Dostojewski włoży w usta innego z bohaterów, Swidrygajłowa, znaczącą kwestię: „Petersburg to miasto wpółobłąkańców; nie ma miejsca, gdzie dusza byłaby poddana tak mrocznym i dziwnym wpływom”.

Piotrogród (1914-1924)
- Rewolucja pożera własną matkę

Wspomniane wpływy, a także zamieszkująca miasto licznie inteligencja w archaicznym, feudalnym państwie stanowiła modus vivendi wszelkich zmian. Po zwiastujących zmiany licznych wstrząsach, w 1917 roku w Piotrogrodzie nastąpiło istne trzęsienie ziemi, którego epicentrum przypadło na okolice Pałacu Zimowego, kiedy to bolszewicy rozpoczęli nową epokę w dziejach. Parafrazując bon mot innego znanego rewolucjonisty można powiedzieć, że rewolucja pożarła własną matkę. Nowa władza, z obawy przed fermentem społecznym przeniosła stolicę z powrotem do Moskwy. Był to początek upadku Piotrogrodu; nawet przemianowanie go na Leningrad - w uznaniu zasług dla rewolucji – nie przywróciło mu utraconego prestiżu. Amerykański pisarz Herbert George Wells, jawny rusofil odwiedziwszy miasto wkrótce po Wielkim Kryzysie ubolewał nad jego upadkiem i zauważył, że „nikt już tu nie spaceruje”. To jawne marnotrawstwo wspaniałych, szerokich ulic, które Mickiewicz porównywał do wąwozów w górach, obrazuje tragiczny stan duszy (nie tak) dawnej stolicy.

Leningrad (1924- 1991)
- Nowa wspaniała jedyniesłuszność

Poeci radzieccy tworzący przez siedem smutnych dekad komunizmu doznają wspomnianego rozdwojenia: niezwykła natura i klasyczne piękno miasta stojące w tragicznym nieporozumieniu z niepewną, straszliwą codziennością. Osip Mandelsztam, rodem warszawianin, sercem Żyd, a talentem jeden z największych literatów Petersburga, który podobnie jak Dostojewski przybył tam na studia, a opuścił już Leningrad w swej ostatniej podróży do łagru. W utworze z okresu szalejącego stalinizmu wstrząsająco napisał: „W Petersburgu żyć - to jak spać w mogile”. Także Anna Achmatowa, jedyna kobieta na Parnasie rosyjskiej literatury dwudziestego wieku, doświadczyła wspomnianej dwoistości życia w mieście –świadku jej złotej młodości w Piotrogrodzie i Carskim Siele oraz późniejszego cierpienia i upokorzenia za rządów generalissimusa. Próbując dotrzeć do męża, uwięzionego przez NKWD w twierdzy Kriesty (gdzie, jak pisze w „Archipelagu Gułag” Sołżenicyn, siedziało pół Leningradu) , poetka sięgnęła „dna życia” – jakże typowego dla literatów tego kraju. Te gorzkie doświadczenia przelała w swą twórczość, której punktem kulminacyjnym było „Requiem” – porażający obraz życia w stalinizmie. Wszelako nawet samo Słońce Narodu (jak nazwał go w okolicznościowym peanie bliżej nieznany sługus KPZR, wierszokleta Awdienko) nie zdołał zgasić talentu tej niezwykłej kobiety. Mimo wielokrotnych zakazów publikacji, jej dzieła docierały do czytelników, a niezwykła popularność uniemożliwiała spowodowanie jej „zniknięcia”. Achmatowa pozostała w Leningradzie aż do śmierci, w wierszach bolejąc nad swoim losem „ironistki, ozdoby zabaw”, ze smutkiem żegnając się z nieszczęsnym miastem swojego życia.

W lepszych czasach przyszło żyć urodzonemu podczas II wojny światowej w broniącym się Leningradzie Josifowi Brodskiemu. Jego talent, odkryty przez Achmatową, ujawnił się w dość specyficznym okresie, już po rozrzedzeniu się atmosfery strachu i psychozy, lecz niezmiennym ucisku w sferze wolności myśli i słowa. Artystów ograniczano z każdej strony, a bajeczne skwery i piękne pałace obudowywano paskudnymi przykładami jedynie słusznego porządku architektonicznego – socrealizmu. W swoim słynnym „Dyptyku petersburskim” Brodski pisze bardzo pięknie o białych nocach , że trudno jest w nie zasnąć, bo jest zbyt jasno, a żaden sen nie równa się z jawą ; że podczas nich człowiek jest jak woda - nie rzuca cienia; zaś w nawiązaniu do burzenia cerkwi celem postawienia tam sal koncertowych w nowym stylu – że razi go nie tyle „szpetota proporcyj, a proporcje szpetoty”. Wytoczono mu proces o pasożytowanie (jaką wartość dla robotniczo-chłopskiej Ojczyzny mogła mieć poezja ?) i skazano na ciężkie roboty- szczęśliwie wstawiennictwo prominentnych literatów pozwoliło mu na skrócenie wyroku i emigrację. Jak napisał inny petersburżanin o boskiej iskrze i zamiłowaniu do kontrowersji – Władimir Nabokov „w Rosji nie ratuje nawet talent”.

Niektórzy odwiedzający miasto w II połowie XX wieku, jak Jarosław Iwaszkiewicz usiłowali wprost udawać, że owej szpetoty nie ma; uciekali myślą w dawniejsze, lepsze czasy. Iwaszkiewicz chodzi po mieście śladami Puszkina, który zostawiał ukochanej Natalii listy pożegnalne „bądź zdrowa, pilnuj dzieci, nie flirtuj z cesarzem” czy Mickiewicza, który opromieniony sławą młodego poety romansował z petersburskimi pięknościami i na przyjęcia przychodził przebrany za damę ku uciesze towarzystwa (warto wspomnieć, że w ten sposób spędził większość swego „zesłania”. Wszelako gdzieś pod tą żartobliwą formą Iwaszkiewicz napomyka, że jeden z głównych placów miasta – Pole Marsowe –robi mniejsze wrażenie niż kiedy zachwycali się nim romantycy - być może dlatego, że w jego centrum stoi pomnik bohaterów Rewolucji?

Upadek Związku Radzieckiego przyniósł powiew świeżości, a także powrót do tradycyjnej nazwy. Pieszczotliwie określany Piter jest obecnie jednym z najważniejszych miast Federacji; strategiczne położenie największego rosyjskiego portu na Bałtyku, niegdyś ważne z przyczyn militarnych, dziś przyciąga licznych zagranicznych inwestorów. Niewątpliwie splendoru dodaje mu fakt, że jest rodzinnym miastem miłościwie panującego Władimira Władimirowicza. Trzechsetlecie założenia miasta, które świętowano w maju 2003, było międzynarodowym wydarzeniem, oszałamiającym spektaklem z iście rosyjskim przepychem. Tak jak za czasów Piotra i Katarzyny, sam widok miasta stanowi kartę atutową w rozgrywkach politycznych, a olśnienie jego bizantyńskim bogactwem ma rodzić w cudzoziemcach szacunek wobec potęgi Rosji. Pierwsze wrażenie z wizyty w Petersburgu to wspomnienie Rzymu, Paryża i Wenecji jako pretensjonalnych mieścin; bystrzy obserwatorzy zauważą jednak, że za świeżo odremontowanymi fasadami żółtych cesarskich budynków kryją się zajmowane przez wiele rodzin mieszkanka, których standard poprawił się od czasów Dostojewskiego jedynie symbolicznie. Optymistycznie można by skonkludować, że historia miasta zatoczyła koło; fakty wskazują jednak, że zmiany zarówno w wyglądzie miasta, jak i mentalności jego mieszkańców mimo upływu trzech stuleci, trzykrotnych przemianowań i niezliczonych wstrząsów miały widowiskowy, lecz płytki, fasadowy charakter.

Włoski XVIII-wieczny dyplomata Algarotti napisał, że Petersburg jest oknem wyrąbanym na północ, przez które Rosja wygląda na świat. Przez to samo okno świat przygląda się Rosji z zaciekawieniem, którym obdarza się nowo poznane, efektowne istoty. W zestawieniu z dziewięćsetletnim Kijowem, o stulecie młodszymi Pragą i Krakowem, czy liczącą sobie nieco ponad sześć setek „imperatrycą –wdową” Moskwą , nadnewskie miasto można porównać do młodej dziewczyny. Petersburg jest śliczną, nieco zepsutą młódką , która (jak wszystkie jej podobne) z przyjemnością przegląda się w lustrze, które przystawiają jej zafascynowani wielbiciele –literaci , wystarczająco wrażliwi, aby docenić jej urodę i dość doświadczeni, aby wyczuć jej destruktywny charakter. Femmes fatales wszelkiej maści są jednak niewyczerpanym źródłem inspiracji – to utwierdza mnie w przekonaniu, że Sankt Petersburg długo jeszcze nie zniknie z kart powieści i myśli estetów.

Joanna Pietrowna Marciniak

źródła cytatów: Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”; Aleksander Puszkin „Jeździec miedziany: Opowieść petersburska”; Fiodor Dostojewski „Zbrodnia i kara”; Anna Achmatowa „Poezje”; „Jarosław Iwaszkiewicz „Petersburg”; Osip Mandelsztam, „Poezje”; Ewa Zarzycka-Berard „Petersburg-Piotrograd-Leningrad”; Dolores i Tomasz Łubieńscy „Leningrad”; Anna Plenzer „Sankt Petersburg : Młody gniewny”