ludzie sztuka myśli archiwum

Kardiologia codzienności

Jakiż temat jest bardziej nośny dla poezji niż miłość? Z pewnością nieszczęśliwa miłość, więc jeśli już nam się zdarzy zakochać szczęśliwie, to i tak w naturze ludzkiej leży taki odbiór rzeczywistości, by wydawała się ona bardziej skomplikowana i mogąca być źródłem cierpień. Jakie jest zakochanie Krystyny Gucewicz? Zbiór jej wierszy, zatytułowany po prostu Kocham cię, już w podtytule niesie sporą dozę autoironii – wiersze kardiologiczne taką etykietką obdarza utwory autorka. Autoironii, której potem nie znać w samym tomiku. Czyżby próba pozostawienia sobie furtki? Strach przed zbyt banalnym potraktowaniem tematu?

Zabieg ów ma swoje uzasadnienie, gdyż autorka podejmuje niebezpieczną grę. Bawi się konwencją poezji miłosnej (warto chyba dodać, że kanonicznej (?) kobiecej poezji miłosnej: pobrzmiewa tu i Jasnorzewska-Pawlikowska, i Poświatowska, i Osiecka), stąpając po cienkiej granicy kiczu i wszystkiego, co można wyśmiać etykietką „wierszy kardiologicznych”. Nadbudowa ironii w wielu wierszach zostaje jednak zarzucona, a autorka w bezpośredni sposób obnaża twarz człowieka zakochanego.

Historia miłości, którą snuje przed czytelnikiem Krystyna Gucewicz, to historia zamknięta w bardzo różnych obrazach. Poetka przyjmuje konwencję miłosnego wiersza z całym wachlarzem rekwizytów. Jest więc róża, noc, rzęsy, kieliszek wina, czerwone usta, personifikowany sen, zazdrość. Jest „nigdy”, „zawsze”, „wiecznie”, słowa „miłość” i „kocham” we wszystkich przypadkach. Niektóre wersy są jak zaczerpnięte ze stałego zestawu wyznań: nigdy nie porzucę twego serca (Cyrograf), z balsamem twoich wyznań w duszy… (Cud tęczy), Przed tobą na pewno nie istniałam (Ankieta personalna), czekają na dotyk twoich niecierpliwych palców (Czekanie). Używanie tego całego zestawu sprawia wrażenie wyzwania rzuconego czytelnikowi, nieco ironicznej z nim gry. Poetka zdaje się dawać do zrozumienia, że o rzeczywistości nie można mówić inaczej niż za pomocą kodu wielokrotnie wtórnego wobec języka.

W autonomicznym obszarze, jakim jest świat zakochanej kobiety, w tomiku Krystyna Gucewicz, nieustannie splata się sacrum i profanum. Trwają one na tych samych prawach, a bohaterka całego zbioru przechodzi płynnie z jednego w drugi. Transcendencja nie jest czymś wyższym od materii, uczucia bowiem wynoszą ponad wszystkie poziomy i zrównują to, co w powszechnym odbiorze święte i to, co grzeszne. Dlatego wiersze z najnowszego tomiku Krystyny Gucewicz można nazwać poezją codzienności. Miłość opisywana w Kocham cię rozgrywa się w bardzo konkretnej rzeczywistości, rzeczywistości Warszawy, Paryża, Londynu, Nowego Jorku, Wiednia, Mazur, polskich i austriackich gór, rzeczywistości przedmiotów: perfum Elizabeth Arden, esemesów i odbitek Kodak kolor, rzeczywistości sytuacji: samolotowych lotów, pociągowych podróży czy koncertu Urszuli Dudziak. Wszystko znajome, dostępne czytelnikowi – prawdziwość przypieczętowana kryptocytatami z Osieckiej czy Cygana.

Paradoksalnie świat sacrum też jest tu bardzo dotykalny, znajomy. Biblijne inspiracje dotyczą znanych motywów. Poetka nie dokonuje odkrywczych reinterpretacji, raczej wpisuje temat swoich wierszy w kanon biblijnych odniesień. W tym nieustannym zbliżaniu do codzienności jest coś, co sprawia, że cały tomik nabiera charakteru poetyckiego pamiętnika, pisanego z zamiarem zachowania, uwiecznienia przeżywanej miłości. Powód rozpoczęcia pisania wyłożony zostaje jasno w pierwszym wierszu, a ostatni utwór zbioru wcale go nie domyka. Opowieść poetki nie jest historią z morałem – poszczególne wizje są jak migawki z życia, a to jest przecież nieprzewidywalne, bardzo często nielogiczne i niespójne. Wspólnym mianownikiem dla opowiedzianych w pokawałkowany sposób zdarzeń pozostaje postać opowiadającej.

"Kocham cię" zamyka w słowach, często górnolotnych, a często zwyczajnych doświadczenie miłości bardzo ludzkiej, mającej przekonanie, co do swojej niepowtarzalności i wyjątkowości, a jednocześnie w wielu powtórzeniach uzmysławiające pewną uniwersalność człowieczych odczuć. Choć każdy zakochany myśli, że czuje najmocniej, to właśnie owa uniwersalność sprawia, że w stanie zakochania chwytamy za poetyckie zbiory i z taką łatwością utożsamiamy się z kolejnymi wersami.

Ewa Kretkowska