ludzie sztuka myśli archiwum

Muzeum ludzkich ciał

W malowniczym Guanajuato w środkowym Meksyku mieści się Muzeum Mumii. W przewodnikach turystycznych poleca się je szczególnie wielbicielom makabry. W niewielkim, przypominającym ciąg garaży, budynku zgromadzono imponującą ilość eksponatów. Do obejrzenia jest około stu mumii: mężczyzn i kobiet, ludzi starych i małych dzieci, ludzi zmarłych w skutek choroby albo zamordowanych. Mumifikacja dokonała się tu w sposób naturalny, dzięki suchemu klimatowi i niezwykłemu składnikowi tutejszej gleby. Historia powstania samego muzeum jest o tyle ciekawa, co prozaiczna. Na miejskim cmentarzu nie było już miejsca na nowe groby, zaczęto więc likwidować te, za które już nikt nie wnosił opłat. Przy przeprowadzaniu ekshumacji okazało się, że wykopano mumie. Szczególne podejście do zagadnienia śmierci, charakterystyczne dla kultury Meksyku, pozwoliło na stworzenie muzeum.

Pokazywanie mumii nie jest dziś niczym nadzwyczajnym. Podczas podróży do Egiptu oglądanie zmumifikowanych zwłok faraonów jest niemal obowiązkiem. Istnieje jednak zasadnicza różnica między mumifikacją egipską a tą, z jaką można się spotkać w Guanajuato. W pierwszym przypadku mumifikacja związana była z religią i wiarą w życie pozagrobowe. Sądzono bowiem, że koniecznym warunkiem umożliwiającym przebywanie w zaświatach jest zachowanie ciała. Mumifikacja faraonów i wyższych dostojników odbywała się przez usunięcie ze zwłok mózgu oraz wszystkich narządów wewnętrznych, a następnie wielodniowe moczenie ciała w roztworze sody. Kolejnym etapem było odwadnianie ciała w soli, nasycanie go substancjami żywicznymi, wypełnienie jamy brzusznej ziołami oraz ścisłe owinięcie lnianym bandażem. Ci, których nie stać było na tak kosztowne zabiegi mumifikowani byli gorącym piaskiem pustyni. W oglądanie egipskich mumii zwykle wpisany jest cały szereg informacji, które poszerzają i tłumaczą fakt pokazywania szczątków ludzkich. Przybliżona zostaje kultura, religia i obyczaje starożytnego państwa. Mumie egipskie są także przykładem niezwykłego wyrafinowania estetycznego - pięknymi przedmiotami, które zachwycają oko wielością i różnorodnością malowideł.

Nie trzeba zresztą koniecznie jechać w daleką podróż, by mumie zobaczyć. Obecnie bardzo wiele muzeów archeologicznych posiada w swoich zbiorach, choć jeden taki eksponat (albo przynajmniej jakiś jego fragment, np. stopy, czaszkę).

Co zatem sprawia, że wizyta w meksykańskim muzeum ma charakter szczególny? Dzieje się tak za sprawą co najmniej kilku czynników. Po pierwsze muzeum w Guanajuato nie jest muzeum archeologicznym, historycznym, ani etnograficznym, a wyłącznie muzeum mumiom poświęconym. Stąd też oczywisty jest tu brak podkreślenia naukowych walorów eksponatów. Szczątki ludzkie nie zostają sprowadzone do kategorii źródeł historycznych, nie mają mówić o dawnych zwyczajach, wierzeniach, czy o stosowanych praktykach pochówku. Powoduje to wyrwanie z jakiegokolwiek kontekstu pokazywanych ciał.

Po drugie duże znaczenie ma tu czynnik ilościowy. W malutkim i stosunkowo niskim muzeum zgromadzono aż 100 mumii – dawnych mieszkańców Guanajuato. Wszystkie pokazywane są w szklanych gablotach. Jeśli eksponat jest pod jakimś względem szczególnie ciekawy, umieszczony jest osobno, jeśli niczym się nie wyróżnia, pokazywany jest razem z jemu podobnymi.

Po trzecie w refleksji nad mumiami i ich znaczeniem wydaje się być niezwykle ważnym fakt, że proces mumifikacji dokonał się samoistnie i naturalnie. Zatem mumifikacja, nastąpiła tu zupełnie przypadkowo i „dotknęła” przypadkowych ludzi. Są wśród nich kobiety w ciąży, nienarodzone dzieci (chlubą muzeum jest posiadanie najmniejszej mumii świata!), niemowlęta. Muzeum stosuje jednak swoistą strategię działania i z zupełnie przypadkowych, obcych ludzi „stwarza” indywidualność eksponatu. Osiąga to zwykle przez informacje biograficzne. Obok gablot umieszczone są tabliczki określające wiek, płeć, okoliczności śmierci. Bardziej szczegółowych informacji udziela przewodnik, który opowiada historię poszczególnych osób, zwraca uwagę na stan zachowania ciała. Taką szczegółową wiedzę zdobyto dzięki promieniom Roentgena, tomografii komputerowej, badaniom pod mikroskopem. Informacje te podaje się jednak w sposób wcale nie naukowy, lecz mocno fabularyzowany. Chodzi przecież o wzbudzenie zainteresowania i wyobraźni. Fioletowo-brązowa plama w okolicach żeber na ciele mężczyzny to informacja o tym, że został on pchnięty nożem, pierścień na palcu kobiety mówi o jej zamożności, blizny na czaszce świadczą o dokonanej trepanacji. Czasami treść umieszczona na tabliczkach niewiele ma wspólnego z tym, co jawi się oczom – gdyby nie napisy trudno byłoby rozpoznać płeć, a co dopiero kolor włosów, czy szczegóły ubioru. To, czego nie widać, rodzi się wówczas w głowie i staje się przez to bardziej atrakcyjne. Oglądający zastanawia się bowiem, jak zdołano wydobyć ze szczątków ludzkich, aż tyle treści?

Swoistego rodzaju indywidualizacja zwłok to jedyny zabieg, jakim posłużono się przy ekspozycji w meksykańskim muzeum. Poza tabliczkami informacyjnymi nic nie odciąga zwiedzających od tematu umierania i śmierci. Zresztą zaraz po wyjściu z muzeum, na dużym placu można dokonać zakupów w postaci cukrowych czaszek do jedzenia, drewnianych kościotrupów do zabawy (formy ich są przeróżne: długopisy, temperówki, „ozdobne” figurki, skarbonki). Można też za drobną opłatą sfotografować się przy makiecie, na której namalowane są dwa kościotrupy, wkładając własną głowę w wycięty otwór. Wrażenie, jakie doznaje zwiedzający podczas wizyty w meksykańskim muzeum, oscyluje między ciekawością a odrazą. Z jednej strony towarzyszy mu uczucie fascynacji nad stopniem zachowania ciała (nie poddanie się niszczącemu działaniu czasu), z drugiej - szacunek dla zmarłych.

Kilka wieków temu zainteresowanie mumiami miało zupełnie inny charakter. Wiązało się z rozwojem nauki (m.in. medycyny), z próbą wytłumaczenia i odkrycia na nowo pewnych praktyk. Bardzo popularne były spektakle odwijania mumii. Co ważniejsi kolekcjonerzy XVIII wieku posiadali w swoich prywatnych zbiorach choćby jedną mumie – należało to do dobrego tonu. Popularność mumii wiązała się także z chęcią zysku - niektóre z nich kryły w sobie bardzo cenne przedmioty. Przez długi czas popyt na mumie wiązał się z wiarą w ich terapeutyczne działanie. Doszło bowiem do etymologicznego błędu. Słowo mumia pochodzi z języka perskiego. Jak podaje Anna Wieczorkiewicz: „Oznaczało ono bitumem, o którym arabscy lekarze powiadali, że ma cudowne właściwości lecznicze. Naturalną „mumię” nie łatwo było zdobyć, więc szukano innych możliwości jej pozyskania. Za „czarną mumię” uznano ściemniałą warstwę żywicy pokrywającej zabalsamowane ciała. Z czasem samo słowo „mumia” zaczęło być używane w odniesieniu do zakonserwowanych ciał Egipcjan. Pierwsza dwunastowieczna wzmianka o stosowaniu mumii jako leku pochodzi od arabskiego lekarza mieszkającego w Aleksandrii.” Przekonanie o cudownych właściwościach uzyskanego w ten sposób proszku utrzymało się w Europie bardzo długo. Ostatni przypadek odnotowano w XX wieku.

Dziś pokazywanie mumii wpisuje się w zupełnie inny dyskurs. Wiąże się on z problemem cielesności. Współcześnie jesteśmy niejako bardzo przyzwyczajeni do oglądania ciał żywych i martwych, pięknych i szpetnych, prawdziwych i sztucznych. Przedstawianie ciała to punkt wyjścia dla wielu praktyk (nauka, kultura, reklama, zdrowie), a jego wizualne walory to nieoceniony atut. Ciało ludzkie pokazać można na wiele sposobów i w bardzo różnych kontekstach. Można je upiększać i oszpecać, modelować i zmieniać, można się do niego dystansować lub też całkowicie z nim utożsamiać. Jednak działanie szczególne ma widok cielesności niezwyczajnej, hybrydycznej, odrażającej. Niesie ona ze sobą ogromny ładunek ekspresji. Dlatego tak często wykorzystuje to współczesna sztuka. Wykorzystuje to także Muzeum w Guanajuato.

Barbara Kupczyk-Mikulska