ludzie sztuka myśli archiwum

Rozgłos echa

Wiersze Lam Quang My są proste i ascetyczne. Zdają się mieć źródło w kontemplacji krajobrazu, w skierowaniu uwagi na szczegół, wreszcie w zmianie proporcji oglądu. Bo w tym co znajome, ukrywają tajemnicę inności, a w tym co odległe, rozpoznają bliskość. Budowane na estetyce kontrastu, łączą siłę i delikatność, a piękno z okrucieństwem. Wietnamskie i polskie wiersze współistnieją obok siebie. Przypominają tytułowe echo, przenoszące tę samą myśl w różne przestrzenie języka.

Niezrozumiałe „Trong vuon So-panh (…)” przechodzi w wyznanie: „Słucham preludium Chopina / Kropla za kroplą / Aż wypełnią przestrzeń popołudnia / Muzyką? / Łzami? / Radością czy bólem?” (W Żelazowej Woli). Oto emocja, chwila, obraz. Pozostaje oczekiwanie i nasłuchiwanie. Podobnie dzieje się w haiku. I choć Lam Quang My nie sięga bezpośrednio do tak metrycznej formy, to w jego wierszach odnajduję kształt miniatury, lapidarność myśli. Być może moja wyobraźnia popełnia błąd, bo zbyt łatwo doszukuje się wspólnych elementów dla całego azjatyckiego kręgu. Całkiem też możliwe, że jest to po prostu znak indywidualnego oglądu świata, ale przedstawiony w kulturowym rozszerzeniu.

Warto przypomnieć, że Lam Quang My na przełomie lat 60. i 70. studiował w Gdańsku. Wrócił do Polski po prawie 20 latach, by jako doktor nauk fizycznych, pracować w Instytucie Fizyki PAN. Ostatnio jednak zajmuje się popularyzacją literatury polskiej i tłumaczeniami. Jego debiutancki tomik pt. „Echo”, zgromadził wiele znakomitych głosów pozostających pod urokiem jego poezji.

Wiersze zapisane w języku wietnamskim – wydają się martwym zbiorem liter z dziwnymi znakami diakrytycznymi. Wiersze „wypowiedziane” – stają się melorecytacją, śpiewem, przeżyciem. Z tonalności języka, z jego monosylabiczności powstaje poetycka mantra. W takich chwilach nie trzeba rozumieć, aby odczuć...

Zatrzymuję się nad słowem, zadziwiam – metaforami. „(…) Grzmot błysną nadzieją // I padał deszcz, który głaskał // I nie wiedzieliśmy / Że te krople z trucizną / Pochodziły z atmosfery ziemskiej” (Burza). Lam Quang My przemilcza historię, subtelnymi gestami pokazuje ścieżki do tamtej strony świata, gdzie poraniona, biedna ziemia. Doskonałością poetyckiego warsztatu jest utwór dedykowany „Matkom w środkowym Wietnamie”, bo tam: „Słońce tnie ziemię na kawałki / Deszcz bombarduje moje serce tysiącem bomb / Susza wypala oczy Matki / Powódź wypływa moimi oczami” (Susza i powódź).

Wielokrotnie powraca echo wspomnień, marzeń, tęsknot i pragnień. A mimo to jest w tych wierszach bardzo dużo pogody i zachwytu nad światem. Jeśli zaś pojawia się nostalgia, to prowadzi ona do miejsc w osobistej geografii poety. „Moja przestrzeń miała trzy wymiary / - za ciasno / Nagle znalazłem wymiar czwarty / - miłość bez dna”. My również możemy „coś” nagle odnaleć, ale ostrzegam! Wystarczy chwila nieuwagi i to co najpiękniejsze zniknie, bo jak mówi poeta: „Bywa mój wiersz jak lekki podmuch wiatru”.

Aleksandra Rudalska