ludzie sztuka myśli archiwum

POLEMIKA dla „P”oetów Enigmy

Jak pięknie
przeglądacie poeci swoje dusze
W kolejnym łańcuchu świetlistych luster

Podróż do wnętrza
Własnego brzucha
Do własnego
Katharsis
Jak orgazm za orgazmem

Ściana, sztylet, żyły,
Karminowa krew,
Błękitne obłoki
Skrzące gwiazdy,
Księżycowy chłód,
Rozpacz wplątana we włosy pań.

Zawieszony wdech,

Czarne poręcze sztuki
Spływające kręta strugę
Po fortepianach poetyckich głosów.

Na Boga!

Nie wystarczy napełnić myśli mistrzami
Przemiksować, rozproporcjonalizować,
Uformować.
Potem spocząć i czuć własne dzieło.

Jak żyć dłużej poezji, jeśli dusicie jš formš
Ogryzajšc zgrabnie
Przy gorzkiej brzoskwiniowej pestce.

Co za POECI jeśli rozpaczliwie
Zabijacie się sami kratkowaną sukienką ?

Sięgajcie do źródeł waszej rozpaczy
Głębiej i głębiej, aż zaboli naprawdę.
Nie marnujcie talentu, jak nakazał Wam Bóg.

Wyjdźcie na świat
Do ciasnego tramwaju na targ do supermarketu
Popatrzcie w stronę prawdziwej poezji
Na zmięte twarze, w nie widzące oczy
Poczujcie całodniowy pot
Papierowych nylonowych plastikowych
Groszowych ubrań.

W tych istnieniach mieszka
Najprawdziwsza beznadzieja
Unosi się ciężka jak sumienie POEZJA.

Spójrzcie na Polskę, jak rozpadła się milionem chałup
Łyskających pustymi oknami okami
Fioletowych i białych (!!!)
Na pogarbioną postać owiniętą chustą właścicielki

Patrzcie tam, gdzie mieszka biały brudny kot
Z popękanym nosem
I dziecko bez butów z popękaną piętą
Gdzie spod dusznej strzechy unosi się
Przepalony śmiech bezzębnej matki
Znad butelki pełnej uśmierzenia.

Patrzcie tam gdzie brakuje sił, gdzie umarła historia,
A agonia przechodzi mimo.

Gdzie umarł DUCH a zamiast niego mieszka
Bezrozumny chłop , pomieszując w gnoju patykiem swoje chucie.
(wieczorem zgwałci bezbronne dziecko)

Wyjdźcie na dworce
Stójcie i czujcie,
aż skręci wam mdłość wnętrzności.
Poczujcie nędzę i smród.
Zobaczcie! Czerwona twarz leży w plwocinie.
Staruszka dłubie w śmieciach.
Wyjdźcie do szpitali
Gdzie ludzi napada prawdziwa śmierć,
A nie Fantazja.
Przyjrzyjcie się tej cichej milionowej śmierci.

Panie Poeto, Niech nie zabija Pan formą
Tematu jogurtu trucizny.
Niech sięgnie Pan silniej jeśli Pan to dostrzega.

Chodźcie! Obejrzeć dokładniej
lekarzy, weterynarzy, prawników,
pielęgniarki, sekretarki i studentki.
Gładkich prezesów, szlacheckich dyrektorów.
Jedźmy na szkolenie, przyjrzyjmy się orgiom.
Poświećmy w dziurawe dusze katolikom.

A na deser zostawmy sobie kukły czterorękie w limuzynach
Zważmy w szczególności krople potu na ich czołach
I wrzody żołądka i płukania nerek.

To dopiero orgazm za orgazmem.

Kto ma czuć, jeśli nie WY?
Kto poniesie to brzemię ?
Kto znajdzie eliksir i uniesie dusze?
Kto przetnie labirynt, jeśli nie Wasza bystrość?]

Lipiec 2004 Małgorzata Dzieniszewska