ludzie sztuka myśli archiwum

Promenada filmów Piąta podróż Pierwszego Polskiego Objazdowego Festiwalu Filmowego.

Filmostrada przywozi ze sobą wyjątkowe obrazy – filmy nagradzane na światowych festiwalach, znakomicie przyjmowane przez krytykę i publiczność, które jednak rzadko pojawiają się w komercyjnym repertuarze. Już jej pierwsza edycja we wrześniu 2001 roku pokazała, że „w całej Polsce nie brakuje widzów spragnionych kina artystycznego i autorskiego, a atrakcyjność festiwalu czyni go wydarzeniem kulturalnym miasta i okolic”. Poszczególne „podróże” przynosiły tak głośne tytuły jak „Intymność”; „Miasto Boga”; „Klątwa Skorpiona”; „Kroniki portowe”; „Otwarte serca”; a wśród nich także polskie – „Pół serio”; „Angelus” czy „Zbrodnia i kara”. Nowa edycja Filmostrady prezentuje obrazy zróżnicowane pod względem konwencji, tematów, kultur, miejsc. Łącznikiem dla tak odmiennych spojrzeń są widzowie. To oni, w różnych miejscach świata, zadecydowali o ważności tych produkcji, przyznając im nagrody publiczności, specjalne wyróżnienia albo tytuły najlepszych filmów roku. Na V Filmostradę składają się „Dom wariatów”, „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”, „Lilja 4-ever”, „Zerwany”, „Carandiru”, „Bodysong” oraz „Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna”. O filmie „Dom wariatów” Andrieja Konczałowskiego światowa prasa pisała, że uwodzi czarnym humorem, patosem, poetyckością i muzyką. Inspiracją był reportaż z 1995 roku o szpitalu psychiatrycznym w Inguszetii, który przez położenie blisko granicy z Czeczenią, został „wciągnięty” w działania wojenne. Personel szpitala, na wieść o wybuchu wojny, uciekł, a pacjenci przez pięć dni byli zdani tylko na siebie. Pomimo takiej scenerii filmowa opowieść pełna jest muzyki i marzeń, także ze względu na postać (pojawiającego się gościnnie) Bryana Adamsa. „Dom wariatów” odsłania także niuanse konfliktu czeczeńsko-rosyjskiego, pokazuje specyfikę kultury kaukaskiej, a to wszystko napiętnowane jest delikatną groteską.

Film powstał przed wydarzeniami w moskiewskim teatrze „Nord-Ost”, a teraz zyskał dodatkowe piętno – szkoły w Biesłanie. Ale paradoksalnie właśnie ta wizja skłania do uważniejszego spojrzenia na tygiel narodów. Drogowskazem mogą być słowa reżysera: „Mnie odpowiada punkt widzenia Lwa Tołstoja, który znał Kaukaz i powtarzał, że nie ma złych narodów. Są źli ludzie i brudne interesy...”

O wiecznej walce dobra i zła przypomina film Kim Ki-duka „Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna”. Poetycka przypowieść o sensie życia nie tylko hipnotyzuje obrazami przyrody, ale także poprzez powolny rytm pozwala przeżyć pięć pór roku w świątyni Jusan Pond. Historia życia dwóch buddyjskich mnichów składa się jednak z emocji. „To również znak, że zawsze jesteśmy narażeni na porywy, obsesyjne pragnienia, tęsknotę za niewinnością i cierpienie będące wynikiem morderczych intencji”. Taką prawdę wyjawia reżyser. Krytycy nazywają go geniuszem, czarodziejem, malarzem. W tym filmie jest także poetą, który zamienia słowa w najdoskonalsze obrazy.

Sufici powiadają, że „to, co oddajesz, zostaje twoim. A to, co zatrzymasz, tracisz na zawsze”. Ta myśl stała się mottem filmu F. Dupeyrona „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”, który jest zapisem niezwykłych relacji między żydowskim chłopcem a starym muzułmaninem. Jesteśmy światkami przełamywania religijnych uprzedzeń i bliscy przyznania, że „z religią jest jak z językiem obcym. Nie można jej się nauczyć w sposób skończony. Poza tym należy poznawać inne religie, aby lepiej zgłębić własną.” Tak mówi Eric Emmanuel Schmitt twórca powieści i sztuki teatralnej, na podstawie której powstał film, a także autor bestselleru „Oskar i Pani Róża”. Niezwykły jest także Omar Sharif w roli Pana Ibrahima. Trzy nagrody dla najlepszego aktora, w tym Cesar 2004, są wystarczającym komentarzem do słów aktora: „Nie spodziewałem się, że znajdę jeszcze film, który skłoni mnie do wznowienia pracy w zawodzie. Niełatwo znaleźć inspirującą rolę, zwłaszcza gdy jest się starym człowiekiem z nieokreślonym akcentem i orientalny wyglądem”.

V Filmostrada to także obrazy bezpośrednio dotykające problemów, które zbyt często bywają milczeniem. „Lilja 4-ever” w reżyserii Lukasa Moodyssona dedykowana jest „milionom dzieci wykorzystywanym seksualnie na całym świecie” i przypomina, że wszędzie są miejsca bez przyszłości i bez perspektyw, gdzie tak trudno spełniają się marzenia. I nawet jeśli pojawia się ktoś, kto daje nadzieję na nowy, wspaniały świat, to cuda się nie zdarzają. W tym przejmującym obrazie, który jest jak „emocjonalny roller coaster”, pozostaje jednak coś na „4-ever”.

Jedyny polski film to debiut fabularny Jacka Filipiaka. „Zerwany” jest głosem chłopca, który ucieka z rodziny zastępczej, potem z domu dziecka, aż wreszcie trafia do poprawczaka. Dopiero tam odzyskuje siebie. Ostatnie zerwanie prowadzi do zwykłej szkoły. Ten film burzy stereotypowe myślenie i dobre samopoczucie tych, którzy o 40 tysiącach osieroconych i porzuconych dzieci, przypominają sobie raz na rok albo nie pamiętają w ogóle. I choć ten film boli, ma w sobie dużo piękna. W głównej roli znakomicie zadebiutował Krzysztof Ciupa, a autorem zdjęć jest Bogumił Godfrejow, nominowany do Oskara 2002 za „Męską sprawę”.

Film o nieistniejący już brazylijskim zakładzie karnym „Carandiru” powstał na podstawie wspomnień lekarza, który jako wolontariusz pracował tam przez 14 lat. W więzieniu przeznaczonym dla 3000 osób, przebywało prawie trzy razy więcej i każdego obowiązywał nieludzki, wewnętrzny kodeks. Carandiru symbolizuje piekło na ziemi, a film jest znakiem pamięci...

Również do „wspomnień” odwołuje się „Bodysong”, brytyjski dokument uznany za najlepszy w 2003 roku. Powstał z urywków filmów zarejestrowanych przez anonimowych ludzi, często wydobytych z domowego archiwum albo wyselekcjonowanych z informacyjnych dokumentów. Z tej mozaiki obrazów układa się pieśń o narodzinach, dorastaniu, seksie, przemocy, śmierci i marzeniach. Za wybór (scenariusz i reżyserię) odpowiedzialny jest jeden człowiek - Simon Pummell. Muzykę do jego wizji stworzył Jonny Grennwood, znany z zespołu „Radiohead”. Być może jest to dokument XXI wieku, może w tej artystycznej dekonstrukcji ukryta jest prawda o człowieku, może to przyszłość kina, a może jednak jest to ostrzeżenie przed nieograniczoną wolnością w materii dokumentu?

V Filmostrada pozostawia widzów z niełatwymi pytaniami i emocjami. To znak, że znowu spotykamy się z kinem artystycznym, kontrowersyjnym, przejmującym.

Aleksandra Rudalska