ludzie sztuka myśli archiwum

Planeta Beaty Pawłowicz

„Z planety spoglądam” na inną planetę, zaklętą w obrazy słowem. W „lusterku poezji” przeglądają się we mnie rozmaite anioły, utkane wierszem.

Po pierwszym czytaniu wirują mi w głowie słowa, które się przylepiają łapczywie: „zaprężona w miasto / arlekin tancerka / na wprost chmurom skoczę?”. I aż chcę skoczyć w te słów obłoki. Wskakuję w kolejne, a słowa we mnie: „ A dusza ? / błądzi za planetą”.

Kandinsky powtarzał, że „konieczność stwarza formę”, tak w „Planecie” swobodnie z takiej konieczności wypływa wyczuwalna melodyka powtórzeń, jak lekko snuta kołysanka: „...kochany mój - szalone łowił panny” czy „ja sama, na drodze na nocy, na słońcu”. Ale refren kołysze się przekornym powtórzeniem „w każdym powieleniu jest garść łez...” kołysze rytmikę powtórzeń jak wybijanie rytmu i wnikanie w najodleglejsze koniuszki duszy...

Poetka spogląda łagodnie choć i przewrotnie „na linie znikąd donikąd/ droga twoja (...) nadnikąd /donikąd”. Żongluje frywolnie utartym schematem czy kierunkiem znanych słów. Przestawia je „i nawet: jak już nie pamiętam /- wyglądasz” by zaburzyć „rybami przystań płynie (...)/ na słońcu ukryty - do mnie/ pocałunkiem idziesz”.

Czasem to zaburzenie, przestawienie, jest nieuchwytne, choć zaznacza się w poetycki znak – coś rozpoznawalnego w każdym wierszu. „przeciw nocy” słowa i kwiaty/ w bukiety/ naprzeciw rzucę nocy”. To żonglowanie jest ciągłym rzucaniem naprzeciw, w formie, w lirycznej zadziorności, w stawianiu wyzwań czytającemu i sobie – nieustannie.

„Nie graniczę” powiada poetka, której słowo poszerza... Pytając, o co, trzeba by było otworzyć okno na oścież i spojrzeć w niebo; zawiesić w nim własny wzrok i spojrzeć na powrót z nieba na siebie. I na planetę, która się w nas odbija jak niebo – przejrzyście, klarownie, jeśli tylko zechcemy dostrzec...

Ja z „Planety” Beaty Pawłowicz dostałam okruch kosmicznej materii słowa, które jak spadająca gwiazda niesie nadzieję i przebłyski świadomości poszerzonej o drugą uwagę – o wymiar magii.

„Nad planetą pod nią / czeka / moja droga” i takiej „drogi” własnej, międzyplanetarnej, „nie graniczącej” życzę każdemu, kto sięgnie po „Planetę”.

Magdalena Gintowt- Juchniewcz

Beata Pawłowicz „Planeta” Wydawnictwo ANAGRAM, Warszawa 2004