ludzie sztuka myśli archiwum

Ontologia uczuć

Wiele znaczących głosów odnotowano na temat twórczości Anny Czachorowskiej. Agnieszka Osiecka zwróciła uwagę na „męskie pióro i dziewczęcą wrażliwość”, prof. Maria Szyszkowska na autentyczność oraz szczerość poetyckiej wypowiedzi, a ks. Jan Twardowski uznał jej wiersze za „proste, bezpretensjonalne, bardzo ludzkie”. Dodatkową nobilitacją tej poezji jest esej dr. Jana Witana z 1995 roku, poprzedzający najnowszy tomik (wybór wierszy z lat 1970-2003) pt. „Zanim słońce zejdzie zboczem”. W bardzo wnikliwej, krytyczno-literackiej analizie odnajdziemy wskazówki do pełniejszego obcowania z twórczością, dla której „Młoda Polska i Nowa Prywatność są (...) źródłem inspiracji i genezy (...)”, a także z poezją, która w swej prostocie, liryzmie i bezpośredniości, odbiega od stylu współczesnych prezentacji literackich. Ową nietypowość, albo raczej wyjątkowość, określają następujące wnioski:

„1. Czachorowska postrzegana jest jako Gałczyński w spódnicy;

2. Poetka stworzyła model liryki popularnej a przeto dostępnej dla wszystkich odbiorców, bez względu na ich poziom wykształcenia. Model ten jest oparty na wzruszeniu i prostocie”.

W tomiku „Zanim słońce zejdzie zboczem” wszystkie te prawdy zdają się podporządkowywać prymatowi uczucia, a zbiór wierszy - lirycznym wyznaniom: Gdy kocham...; Też wątpię...; Gdy ufam...; Tak. Wierzę...

Dominuje tu bezpośrednia ekspresja, a wewnętrzne „ja” porządkuje świat uczuć, osób i rzeczy. To tak jakby poetka mówiła: „zanim słońce zejdzie zboczem”, zanim zgasną emocje, przeminie dzień, spojrzenie, życie – zapiszę, opowiem, dam imię i pamięć.

Zwyczajne słowa układają się w zaklęcia miłości „*** Wszystko mi o Tobie śpiewa / wszystko mi o Tobie gra / Ta muzyka prosto z nieba / płynie rzeką w snach (...) jeszcze słońce za tym wzgórzem / zanim zaśnie / Zejdzie zboczem”. A gdy zapada zmierzch, pora zapytać „(…) Gdzie zaszło słońce / Twoich obietnic?” (*** Morze łez) oraz ułożyć wyznanie, zaskakujące w swej zwykłości „Zbolałe serce / już nie krwawi / Chociaż pełne / teraz zrostów // Prawda / jak kość / w gardle dławi / To nie była miłość... / Po prostu!” (Zbolałe).

Poezja Anny Czachorowskiej trwa poprzez zderzenie prostych, codziennych słów z silnymi emocjami. Gdzieś pomiędzy błahymi rymowankami pojawiają się gorzko-słodkie nuty: zwątpienia, pustki, samotności, cierpienia, ufności, miłości, wiary. Czasem przybierają one formę aforyzmu: „*** Kochać bez nadziei / to patrzeć w rzekę / Bez dna” albo zbliżają się do ulotności haiku: „*** Pieszczota słów / delikatnych / przykryje rzęsą / oczy // Może się kiedyś / odważysz / wypuścić z serca / tęsknoty”.

Wiele w tych utworach bólu, rozpoznanego jako geneza bytu, bo „*** W cierpieniu ciała / rodzi się człowiek / W cierpieniu duszy / powstaje nowy wiersz (...)”. A z poszukiwania wiary i ufności dookreśla się wyznanie, że „Cierpienie / to nie przypadek / To kolejny schodek / w duchowej wspinaczce / do Nieba” (Cierpieć trzeba).

Liryczne „ja” jest jakby zawieszone „między zmęczeniem i nadzieją”, między pytaniem „Dlaczego ja? / dlaczego... / z głową na wietrze / w zielonym swetrze / Zawsze gdzieś gnam...” (Dlaczego ja?) i ostrą świadomością, że „***Zostałam skazana / na życie / Ten wyrok / jest prawomocny (…)”.

Trochę podobnie jest z recepcją wierszy Anny Czachorowskiej. Można odnaleźć w nich niezwykłość, prostotę i nadzieję, albo równie łatwo – ulec przekonaniu, że to liryka zbyt banalna, sentymentalna, sztambuchowa. Więc zanim słowa zejdą zboczem... przypomnimy sobie, że „*** Pisanie wierszy (…)To ucieczka / szlakiem nieprzetartym / od rzeczywistości”, a może wtedy dostrzeżemy bliskość tej drogi.

Dorota Zwolska

Anna Czachorowska „Zanim słońce zejdzie zboczem” (Seria: Kobiety) Wydawnictwo ANAGRAM, Warszawa 2004 Krzysztof Łukasiewicz