ludzie sztuka myśli archiwum

Człowiek naznaczony

"Sztuka jest dla artysty cierpieniem, przez które wyzwala się on do nowego cierpienia" Franz Kafka

Brona zaczyna pisać; kiedy z pierwszym napisem na grzbiecie człowieka jest już gotowa, zwija się warstwa waty i powoli obraca ciało na bok, aby dostarczyć bronie nowego miejsca. Tymczasem miejsca z wyrytym aż do krwi pismem kładą się na wacie, która dzięki specjalnemu spreparowaniu natychmiast tamuje krwawienie, co pozwala na dalsze pogłębianie pisma. Te haczyki tutaj na krawędzi brony oddzierają następnie, przy dalszym obrocie ciała, watę z ran, ciskają ją do wykopu i brona znów ma robotę. Tak pisze ona coraz głębiej w ciągu dwunastu godzin. Przez pierwszych sześć godzin skazaniec żyje niemal jak dawniej cierpi tylko z powodu bólu. Po dwóch godzinach odejmuje się filc, gdyż człowiek nie ma już siły krzyczeć. [...] Ale [...] spokojny staje się człowiek [dopiero] około szóstej godziny. [...] Zaczyna odcyfrowywać pismo [...], odcyfrowuje swymi ranami. Jest to duża praca. Do jej wykonania potrzebuje on sześciu godzin. Potem jednak brona przekłuwa go całkowicie. [...] Wówczas wyrok jest wykonany”.

Opis ten nie należy do przyjemnych, przytoczyłam go jednak na początku, aby w dalszych rozważaniach odnieść się do istoty działania narzędzia tortur z opowiadania „Kolonia karna” Franza Kafki. Najistotniejszą zasadą funkcjonowania tego mechanicznego kata jest zapisanie wyroku w skazańcu, by „poznał go na własnym ciele”, by słowo zostało w niego wpisane. Maszyna zmusza więc do doświadczenia słowa, do odczuwania go w zupełnie inny sposób niż werbalny lub wzrokowy.

Tylko tak wyrok, a raczej treść wyroku, realizuje się w pełni - tekst zostaje zrozumiany. Skazaniec właśnie w trakcie tortur "odczytuje" go. To w nim - w skazańcu - sentencja wyroku zostaje wypełniona. Wyrok jest jednocześnie karą, a nawet czymś więcej… Celem kary nie jest tylko samo ukaranie kogoś, kto postąpił wbrew prawu, ona ma służyć również pewnej przemianie. Powinna wpłynąć na daną osobę i uzmysłowić jej "ciężar" popełnionego czynu. Zrozumienie zaś, jakie zło się uczyniło, ma doprowadzić do nie popełnienia drugi raz tego samego. W czasie dwunastu godzin egzekucji, skazaniec osiąga również i ten stan. Pierwsze sześć godzin to etap strasznych męczarni fizycznych, które mają uczynić człowieka zdolnym do innego odczuwania, do wyjścia poza swój ból, a w konsekwencji do próby zrozumienia działań maszyny. Mniej więcej w połowie egzekucji skazaniec przestaje się koncentrować na swoim cierpieniu, na swoim ciele, na sobie (nie chce przyjmować jedzenia), wznosi się na wyższy poziom - w sferę doznań metafizycznych. Dalsze sześć godzin męki to już drugi etap, etap poznania. Teraz cierpienie służy zrozumieniu, a nie odczuwaniu. Teraz nie chodzi o sam ból, ale właśnie o jego duchową konsekwencję – poznanie, którego istotą jest cierpienie. Kafka nie opisał więc jakiegoś odosobnionego zjawiska, dotyczącego tylko skazańców. Każdy doznaje podobnych uczuć i podobnych przemian. Maszyna to tylko symbol. A symbol "zawsze przerasta tego, kto go używa i mówi więcej" (Camus). Stąd rodzi się wielość interpretacji, a utwory Kafki wciąż pozostają zagadką.

Czytanie "Kolonii karnej" było dla mnie doświadczeniem bardzo osobistym. Może próbą "odczytania" i zrozumienia swoich ran...

"To pismo oczywiście nie może być proste; nie powinno ono zabijać natychmiast, lecz przeciętnie w ciągu dwunastu godzin; na szóstą godzinę oblicza się punkt zwrotny. Właściwe pismo musi więc otaczać wiele, wiele ozdobników; prawdziwe pismo otacza ciało tylko wąskim paskiem; reszta tułowia przeznaczona jest na ozdobniki”. Wyrok jest wykaligrafowany, więcej - kunsztownie udekorowany. Mamy zatem do czynienia z niezwykłym pismem. Pismem, którego nie można po prostu odczytać z matrycy, ale które jest rozpoznawalne jedynie na własnym ciele. Czym więc ma być ten ornament ryty w skazańcu? Niezwykle ozdobne, tajemnicze słowa w dodatku nie czytelne, tylko „doświadczane”. Słowa, które mają moc sprawczą, bo są jednocześnie wyrokiem i wykonaniem wyroku. Czym jest także ten wyrok - wydany w drodze całkowicie niejasnego postępowania sądowego? Postępowania, którym rządzi zasada, że „wina jest zawsze niewątpliwa”. Natomiast sam wyrok niesie poznanie, a także śmierć. Nie jest to więc zwykła sprawa sądowa, to sąd ostateczny. A treść wyroku to pismo mistyczne. W egzekucji można zaś odnaleźć wiele elementów rytualnych. Pierwszym byłaby nagość skazańca – obnażenie. Drugim zaś specyficzny podział na etapy, gdzie pierwsze sześć godzin byłoby obrządkiem zniszczenia cielesności, zaś następne – obrządkiem wtajemniczenia duchowego. Jednak to nie wszystko - maszyna jest tak skonstruowana, by tłum gapiów mógł również uczestniczyć w egzekucji, by mógł w pewien sposób doświadczyć cierpienia skazańca. W pewien sposób - to znaczy wyobrażając sobie ten ból, który on przeżywa. Przypomina mi się jedno z opowiadań E. A. Poe ""Studnia i wahadło". Jego bohater, więziony przez Inkwizycję, zostaje poddany dość specyficzne tortury. Nie chodzi w nich o doświadczenie bólu, ale o wyobrażenie go sobie. Poe w znakomity sposób opisuje męki psychiczne owego więźnia, które wydają się być znacznie większym cierpieniem niż cierpienie rzeczywiste. Dlatego egzekucja nie jest tylko męką jednego skazańca, ale wszystkich więźniów tej kolonii. To masowe tortury, które majš doprowadzić widzów do… KATHARSIS. Zgodnie z definicją Arystotelesa "Patos czyli cierpienie to czynnik przynoszący zgubę lub boleść, na przykład śmierć przed oczami widzów, tudzież wielkie katusze, rany i inne rzeczy tego rodzaju". Myśl tę odnajduję również w twórczości współczesnych performerów z kręgu BODY-ARTU. Ich działania nie pozwalają widzowi na bierny odbiór, zmuszają go do współodczuwania. W 1975 roku Marina Abramović wyraziła swój sprzeciw wobec wojen, organizując akcję "Thomas Lips". Jednak po pierwsze chciałabym pominąć całą ideologię tego przedsięwzięcia. Po drugie podjęłam też próbę zrozumienia tej sztuki, mimo że nie do końca jestem w stanie uznać tego typu działania. Dlatego skoncentruję się jedynie na formie, zwłaszcza w odniesieniu do opowiadania Kafki. Do sali pełnej widzów weszła naga artystka. W milczeniu spożyła przygotowane uprzednio, na improwizowanym ołtarzu, pokarmy - miód ze srebrnego naczynia i czerwone wino z kryształu. Następnie stłukła kielich i odłamkiem szkła wycięła na swoim brzuchu pięcioramienną gwiazdę. Później położyła się na lodowym bloku i poddała naświetlaniu. Ciepło lampy doprowadziło do wzmożenia krwawienia, natomiast lód, chłodzący jej ciało, spowodował, że Abramović dygotała z zimna. Performans po trzydziestu minutach zakończyli widzowie, którzy nie mogli już dłużej patrzeć na cierpienia artystki. To nie był apel „do odczytania”, ale do odczucia. Cierpienie (fizyczne), arystotelesowski patos, nadało temu działaniu głębszy sens.

Body-art to przekraczanie granic między wnętrzem a zewnętrznością ciała. Ból fizyczny ma prowadzić do doświadczenia duchowego (podobne zachowania można odnaleźć w żywotach Świętych). Artyści, uprawiający ten rodzaj sztuki, okaleczają się, wycinając w swoim ciele symbole lub słowa. To, co przekazują widzom swym działaniem, nie jest metaforą, czy symbolem, to ich prawdziwe odczuwanie, oni autentycznie cierpią. „Tylko ból jest prawdą, wszystko inne budzi wątpliwość”. To właśnie ból czyni działania twórców Body-artu wiarygodnymi. Dzięki niemu wyryte słowo lub znak stają się spotęgowanym słowem, znakiem - odpowiednikiem pisma mistycznego z "Koloni karnej". Z pewnym "ale" - w opowiadaniu Kafki więzień nie wybiera cierpienia, zostaje na nie skazany. Jednak skutek - doświadczenie duchowe - jest taki sam. Podobnie jak rytualna atmosfera egzekucji i performansów.

"Tylko ból jest prawdą" – słowa te wypowiedział pułkownik policji Joll, jeden z bohaterów książki J. M. Coetzee "Czekając na barbarzyńców". Zeszłoroczny noblista opisał historię pewnej społeczności, zamieszkującej pogranicze. Życie tych ludzi radykalnie się zmienia w momencie przybycia do miasteczka inspektora Trzeciego Wydziału, pułkownika Jolla. To on narzuca im nowe prawo, które opiera się na nienawiści do tubylców, nazywanych barbarzyńcami. Do tej pory uczucia mieszkańców względem rdzennej ludności wyspy były raczej obojętne (neutralne). Ich kontakty ograniczały się jedynie do handlu. Być może więc tylko obawa lub pewien niepokój stanowiły przeszkodę we wzajemnych stosunkach. Jednak te uczucia wydają się być całkowicie zrozumiałe, zwłaszcza, że obywatele Imperium żyli na zagarniętej ziemi. Kulminacyjnym punktem tej historii, jest egzekucja. Pułkownik Joll napisał na plecach każdego barbarzyńcy słowo WRÓG. Następnie żołnierze zaczęli ich biczować i trwało to do momentu, aż krew zmyła ten napis. Ostatnim etapem było sprowokowanie tłumu przyglądających się mieszkańców do pobicia schwytanych tubylców. Podobnie jak w "Kolonii karnej" Franza Kafki wszystko odbywa się w myśl zasady, że "wina jest niewątpliwa". Barbarzyńcy nie mieli żadnego procesu, nie mieli prawa do obrony, ani nawet do wytłumaczenia się, do udzielenia wyjaśnień. Pierwszymi ofiarami rządów Jolla byli przecież niewinni rybacy. Więzień z "Kolonii karnej" został skazany za to, że zaspał, a następnie brutalnie obudzony (przez pobicie pejczem), chwycił swego zwierzchnika za nogi i mu groził. Czy rzeczywiście ten czyn zasługiwał na karę śmierci? Czy owo „przestępstwo” nie jest nieporównywalnie mniejsze niż kara, jaką za nie otrzymał? Nasuwa się więc pytanie o prawo i rodzi przerażająca odpowiedź… Nasz świat to więzienie, to przerażająca kolonia karna. My zaś zostaliśmy skazani na cierpienie. Wyrokiem na nas (bez prawa do obrony) staje się życie.

Michel Foucault przedstawia ciało ludzkie jako scenę kulturowego zapisu: "ciało-powierzchnia zapisu zdarzeń". Tak więc tworzenie wartości, ten historyczny tryb oznaczania, wymaga destrukcji ciała (działanie tego "mechanizmu" jest zadziwiające podobne do pracy narzędzia tortur z "Kolonii karnej"). Dopiero wówczas gdy ciało ulegnie zniszczeniu, zapis zaczyna coś znaczyć. Ta destrukcja to po prostu przewartościowanie. To kształtowanie człowieka według konkretnych ram historycznych, kulturowych itd. Zniszczenie ma wpasować ciało w te ramy. Niedawno odbyła się wystawa Rumiaka, na której artysta zaprezentował serię zdjęć, ukazujących ciało pokaleczone. Rany zostały przedstawione w perspektywie ontologicznej; one oraz ich pozostałości – blizny „dokumentują nasze bycia w świecie, którego cecha jest to, że nieustannie naraża nas na mechaniczne urazy. Nie istnieje ciało, które nie byłoby naznaczone jakąś blizną... To dotyczy nas wszystkich, to obraz naszej kondycji, naszej kruchości”. Dla Foucault tym „produktem” powstałym w wyniku obrażeń (tym razem jednak sa to duchowe urazy) jest człowiek wpisany w konkretną historię, człowiek dopasowany do społeczeństwa. Nasze życie, nasza historia powodują w nas rany. Wymóg dopasowania się jest wymogiem odcięcia kawałka siebie.

Kiedyś kat wykonywał wyrok śmierci, teraz czynią to maszyny. Nie jest to taki jedyny przykład, gdyż współczesność pełna jest maszyn, które nie tylko coraz częściej zastępują ludzi, ale które również w pewien sposób organizują świat. Nawet nasze obyczaje kulturowe, nasze nawyki, nasze wszelkie zachowania przybierają formę mechanizmów. Sa przekształcane, aby nie zakłócać sprawnego funkcjonowania ŚWIATA-MASZYNY. Przynosi to niepokój i niepewność wobec pytania, co znaczy być człowiekiem?. Czy pełnimy rolę tylko śrubek i trybów? Problem ten stanowi jeden z głównych tematów twórczości Edwarda Łazikowskiego. Jego prace - "Obiekty" - to klatki, pułapki, które zamykają postać człowieka, duszą jego indywidualność, ograniczają ruch i narzucają pozycję. W tych obiektach to nie ich twórca ma przewagę, lecz stworzony przez niego przedmiot. Podobnie w „Koloni karnej” maszyna uśmierca swojego konstruktora. Jest to jednak bardzo żałosny koniec, w niczym nie przypominający owego rytuału oczyszczenia i poznania. Brak metafizycznych przeżyć, brak wtajemniczenia, brak sakralności, po prostu tragiczna śmierć, trochę przypadkowa (choć oficer zgodził się na nią, przecież sam zdecydował się poddać torturom) - bo maszyna się zepsuła (a nie taki miał być koniec!).

Agnieszka Opuchlik