ludzie sztuka myśli archiwum

Zamglone wiersze / przejrzystość rzeczy

O technikach zażywania siebie – mogłoby się wyrwać komuś, kto próbowałby uchwycić to co spaja te wiersze, które zresztą stanowią dla autora – jak sam kokieteryjnie zaznacza we wstępie, podzbiór, którego miało nie być. Niegodne pamięci miały nie zaistnieć. Sytuacja taka nastraja filozoficznie: byt wierszy zależy od bytów takich jak cała struktura dziejących się rzeczy naokoło, cała fenomenologia indywidualnych decyzji i splotów zdarzeń. Wreszcie są i co? Biedne dwunożne mgły. Tytuł określa stosunek samego autora do nich. Czy mają one (mgły) przywoływać bezład wszechpochłaniającej bezdni, ciągnąc się w poprzek formy, która mimo wszystko je dyscyplinuje? Wszystko tu znaczy wiele razy i bez przerwy, chodzi tu w końcu o “przejrzystość rzeczy” . Mikro opowiastki pozostają tajemniczo otwarte, struktura tych wierszy jest jak sieć o tysiącu wejściach. Wejść w nią to iść ku rozszerzającej się perspektywie. Sumie wszechmożliwości – życia i śmierci. Większe opowieści – większe problemy, widziane przez siateczkę rozdrobnienia. Ich przejawy widziane w drobiazgach. Z tego labiryntu nie da się wyjść, bo tak w nim pięknie. Jeżeli nawet zastany krajobraz poraża pustką czy wyjałowieniem, zawsze jest to odwracalne, zawsze zjawi się tu coś co tchnie dźwięk w strunę życia. Wszystko co opisywane, jest w nieustannym ruchu, jakby samoświadomość twórcy oddana była prawom kosmosu. Rozmawia on zresztą z pełnią księżycową. Zaćmienia słońca, zaćmienia księżyca uchylają się przed nim (Zaćmienia). Chaos, nieskończoność, wszystkie formy pośrednie materii między gazową atmosferą nieba, a lądem stałym, życie w przeciągach czasu i przestrzeni współgrają tu ze sobą tak jak żywioły, stany i wizje.

Wiersze te oddają pewien niezmienny rytm, to co się w nich dzieje nadchodzi, następuje, wywołując czasami demony, wywołując namiętności, ból, iskrzenie, a potem odchodzi do krainy spokoju. Intrygują zakończenia wierszy. W nich często pojawia się jakiś nowy temat, one czasem mówią do kogo, tak naprawdę, był skierowany wiersz, odnoszą poza kontekst. Wydają się być bardzo zgrabne i całkowicie nieprzewidywalne. W wierszu “Mewy”: Dookoła wzbiera ptasia zawieja i / potężnieje skwir urągliwych mew,/ przejrzały twoje oszustwa. Albo “Wiry”: Wiry nieskończoności, lej gwiazd,/ loch księżycowy, przepaście obłoków kończą się i runąłem, wśród błyskawic/ i tęcz, w jedną z warszawskich tętnic.

Czasami tekst staje się niejasny skłębiony jak magma, albo jak niebo. Zarazem płaskie i głębokie, gładkie ze zmieniającymi się punktami odniesienia. Prawda jest tym czego się pożąda i unika, utrzymuje wersy w stanie brzemiennej pełni. Język podąża wciąż ku lądom nieznanym, w nieznane , niepojęte ukrainy przyszłości (Park księżycowy). Dojrzałość dystansuje, pozwala wiersz o miłości zatytułować “Chipsy”. Młodość – las namiętności, wiek poważny – przez drzewa widać już jasne, pewne światło. I kiedyś nadchodzi chwila, kiedy porzuca się wszystko co było, cały ten wszechświat nagle się zapada (Językoznawstwo na poziomie elementarnym) i wtedy albo wraca się do początku, albo boi się zamknąć oczy i zapaść w czeluść wszystkokrotną (Cztery tysiące snów erotycznych) Bo wszystko tu, nawet to co straszne tak zwielokrotnione składnią uniesienia, że osiąga wyższe harmonie spokoju.

Katarzya Kolbowska