ludzie sztuka myśli archiwum

Filozofia życia „Pachnidle” Patricka Süskinda

„Wszystkie wielkie czyny ducha rzucają nie tylko blask, ale i cienie, i oprócz dobrodziejstw gotują ludziom także utrapienia i biedę” zauważył Patrick Süskind w „Pachnidle”. Pisząc „historię pewnego mordercy” (nie każdy pamięta, że taki podtytuł towarzyszy powieści) stworzył świat, w którym na tle XVIII-wiecznej Francji poddaje krytyce oświeceniowe idee.

Warto przypomnieć, że epoka ta według definicji Kanta jest „wyjściem człowieka z niepełnoletniości, w którą popadł z własnej winy”. Charakteryzuje ją przede wszystkim wiara w rozum oraz pogoń za postępem, objawiająca się gwałtownym rozwojem cywilizacji, który zresztą popierała większość ówczesnych myślicieli.

Filozofie oświecenia koncentrują się głównie na poznaniu. Najpopularniejszym nurtem stał się racjonalizm. Jego twórca, Kartezjusz, uważał, że jedynym środkiem zrozumienia świata jest ludzki umysł umożliwiający „dotarcie do wiedzy bardzo użytecznej w życiu”. Pogląd ten silnie zdominował epokę, a jego wpływy są zauważalne w większości pozostałych idei. Z praktycznością rozumu silnie wiąże się materializm – koncepcja skupiająca uwagę na rzeczach zewnętrznych. Bezpośrednio z kartezjańskiej teorii wywodzi się także krytycyzm, bowiem w myśl ojca racjonalizmu należy „odrzucić jako bezwzględnie fałszywe wszystko, co do czego mógłbym sobie wyobrazić najlżejszą wątpliwość”.

Natomiast utylitaryzm, równie bliski filozofii Kartezjusza, wskazuje na pożyteczność związaną z pracą nad dobrem ogółu. Co jednak jest tym dobrem? Według głosicieli tej idei moralną wartość czynu ocenia się po jego konsekwencjach. W tym typowo racjonalnym podejściu do kwestii osądu postępowania, nic nie może być dobre samo w sobie, a wartość musi z czegoś wynikać. Tak więc altruizm, jako następstwo utylitaryzmu, zakłada całkowite poświęcenie jednostki dla dobra ludzkości.

Dla równowagi trzeba wspomnieć o libertynizmie, wywodzącym się z krytycyzmu, który, zachęcał nie tylko do wolności myśli i słowa ale także do swobody zachowań, co w praktyce często oznaczało aprobatę rozwiązłości seksualnej. Nie można także pominąć istoty deizmu, z jego najpopularniejszą ideą „Boga-zegarmistrza” oraz bliskiego materializmowi empiryzmu, w którym doświadczenie stanowiło źródło poznania, a zatem i wiedzy.

Przedstawiona powyżej charakterystyka oświeceniowych nurtów filozoficznych jest bardzo pobieżna i niepełna. Stanowi jednak konieczną refleksję do pełniejszego odczytania powieści Süskinda i do odnalezienia rewizji oświeceniowych poglądów.

Autor „Pachnidła” obdarza głównego bohatera genialnym atutem – niezwykle czułym nosem. Jan Baptysta Grenouille jest w stanie rozpoznać węchem przedmioty i osoby z odległości ponad kilkunastu metrów. Süskind celowo zwraca uwagę na ten tak niepozorny zmysł, dość słabo u człowieka rozwinięty i przeważnie niedoceniany. Jego powieść staje się karykaturą przez fakt, że skoncentrował się właśnie na nim. Wyolbrzymiając znaczenie węchu pisarz dowodzi słuszności tego wyboru słowami: „zapach bowiem jest bratem oddechu [...] ludzie nie mogą się przed nim obronić, jeżeli chcą żyć”. Jednak przerysowana sylwetka Grenouill’a stanowi element, którym autor posługuje się, aby wyśmiać sensualizm. Jego bohater nie skupia się na zmysłowym poznaniu, lecz na zmysłowym złudzeniu. Od momentu zdobycia perfumiarskich umiejętności posługuje się zapachem jak maską. Kreuje nim swoją osobowość. Żyje „pod osłoną rozmaitych woni, które zmienia wedle okoliczności jak ubrania i dzięki którym ludzie nie naprzykrzają mu się i nie mogą rozpoznać jego rzeczywistej natury”. Jan Baptysta wypacza zatem podstawowe założenie sensualizmu. Nie stara się poznać zmysłami, lecz je oszukać. Jednak kamuflaż nie jest jedynym powodem posiadania olfaktorycznej garderoby, drugą przyczynę stanowi brak zapachu. Fakt, że główny bohater wypełnionej zapachami powieści jest bezwonny, to przejaw kpiny Süskinda, który w ten sposób odcina mu sensualną drogę samopoznania. Grenouille nie może poczuć siebie. Pisarz nie eliminuje dwuznaczności tego sformułowania. Celowo wykorzystuje jego dwie interpretacje; pierwszą, Jan Baptysta nie czuje swojego zapachu i drugą, Jan Baptysta nie rozumie siebie. Niejasność ta w ironiczny sposób uświadamia bezsensowność filozofii sensualnej. Süskind udowadnia, że są rzeczy, których nie da się zmysłowo odczuć i poznać. Wyraża zatem swoje zwątpienie w możliwość doświadczalnego zdobywania wiedzy.

Pod znakiem zapytania stawia także drugą oświeceniową ideę – empiryzm. Zestawiając dwie postacie: Baldiniego wykształconego i biegłego perfumiarza z Grenouillem, geniuszem wyłamującym się z zawodowych reguł i zasad, udziela odpowiedzi na swoje wątpliwości. Całkowitą kompromitację w tym starciu ponosi pierwsza z wymienionych osób. Stary perfumiarz nie jest w stanie dorównać głównemu bohaterowi, który okazuje się niezwykle utalentowany. Doświadczenie zdobyte latami pracy traci swoją wartość wobec wyobraźni i zdolności Jana Baptysty. Baldini nie potrafiłby skomponować tak pięknych zapachów, jakie powstają w głowie jego pomocnika. On nawet nie jest w stanie zrozumieć tego co Grenouille robi, dlatego rozpoczyna spisywać receptury pachnideł. Sądzi, że zbiór formuł poskromi twórczy chaos. Wydaje mu się, że dzięki tej dokumentacji, w pewien sposób panuje nad tym, co się dzieje.

Baldini jest zatem ograniczony przez swoją wiedzę – bez formułek i wyuczonych sposobów sporządzania pachnideł nie jest perfumiarzem. Jego racjonalne podejście do zawodu zniewala go, nie potrafi tworzyć nowych zapachów, bo przecież woń nie powstaje w sposób matematyczny. Grenouill zdradzając swoją procedurę twierdzi: „nie potrzebna mi żadna formuła. Mam recepturę tu, w nosie!”. Süskind w tym fragmencie kolejny raz wykorzystał grę słów. Oparł się na dosłownym znaczeniu związku frazeologicznego „mieć coś w nosie”. W ten sposób w słowach bohatera zawarł podtekst dotyczący racjonalizmu oraz ujawnił swoją pogardę dla tej teorii. Pisarz podważył oświeceniowy autorytet filozofii, gdy „bez wyraźnej przyczyny”, a zatem w niewytłumaczalny, tajemniczy i trochę czarodziejski sposób, most Point au Change zapadł się i woda bezpowrotnie pochłonęła Baldiniego wraz z całym dobytkiem. Katastrofa jest jawną degradacją racjonalizmu.

W wyniku dalszej rewizji oświeceniowych poglądów klęskę ponosi również utylitaryzm. W kreacjach: ojca Terrier, madame Gillard, mamki Bussie, Grimala i Baldiniego autor „Pachnidła” charakteryzuje mentalność osiemnastowiecznej społeczności Francji. Zauważa, że stosunki między ludźmi opierają się tylko na wzajemnych korzyściach. Każdy każdego wyzyskuje. Główną wartością nie jest już pożyteczność, czyli praca nad dobrem ogółu. Następuje odwrócenie założeń; ludzie pracują nad dobrem własnym czerpiąc z pożyteczności innych. Całkowicie zanikają interpersonalne więzi. Uczucia takie jak przyjaźń, współczucie, braterstwo tracą swoją wartość. Mamka Bussie oddala niemowlaka, bo jest zbyt żarłoczny. Nie opłaca się jej karmić takiego dziecka. Jeżeli więc mała, bezbronna istota nie jest w stanie wzbudzić w niej litości, to jak brutalny musi być świat, w którym żyje?

Nawet charytatywne instytucje, które reprezentuje ojciec Terrier, zeszły z drogi służby na rzecz drugiego człowieka. Zakonnik narzeka na to, że ludzie ciągle oczekują od niego pomocy. W obliczu tych słów dobroczynność traci sens. Nie istnieją już takie pojęcia jak współczucie czy bezinteresowność. Ludzie odwrócili się od siebie do tego stopnia, że madame Gillard nie odczuwa wyrzutów sumienia skazując małego Grenouill na pewną śmierć w zakładzie Grimala. Garbarza też nie powstrzymują żadne skrupuły przed wykorzystywaniem dziecka do zbyt ciężkiej pracy. Podobnie Baldini stara się nie zauważać, że kradnie pomysły swojego pomocnika, a nawet wmawia sobie, że jest dobroczyńcą Jana Baptysty. Süskind udowadnia, że w pogoni za rzeczami doczesnymi bohaterowie „Pachnidła” zdolni są do wszystkiego, wysuwa też wniosek, że oświeceniowe filozofie wypaczają prawdziwe wartości.

W powyższych przykładach materializm eliminuje więzi społeczne i degraduje pozycję ludzkości. Paryżanie goniąc za dobrami doczesnymi zatracają swoją wartość. O całkowitej klęsce materializmu decydują dalsze losy bohaterów. Grimal dokonuje intratnego interesu i nieprzytomny z przepicia tonie w nurcie rzeki. Madame Gillard umiera w nędzy w Hotel-Dieu, miejscu, do którego tak bardzo starała się nie trafić. Baldiniemu nie udaje się nawet zakosztować błogich i statecznych dni dobrobytu, ponieważ ginie w katastrofie. Ten ciąg życiowych niepowodzeń bohaterów staje się także klęską materializmu, który (jak widać w „Pachnidle”) opiera się na nietrwałych wartościach.

Autor zwraca także uwagę na pewien paradoks. Osiemnasty wiek stworzył koncepcję „Boga-zegarmistrza”, który nakręcił świat i dalej już nie ingerował w jego losy. Podobna kreacja Stwórcy była bardzo wygodna dla ludzi pochłoniętych zdobywaniem pieniędzy i konsumpcją. Mogli sprzeniewierzyć się doczesności bez obawy przed konsekwencjami.

W całodziennej walce o byt nie mieli zresztą czasu, by pomyśleć o Bogu. Dopiero w sytuacji zagrożenia przypominają sobie o Jego istnieniu. Ci, spychający dotąd Stwórcę poza margines swojego życia, nagle odczuwają potrzebę Jego ingerencji w świat. Czy nie jest to przypadkiem podważenie autentyczności deizmu? Bohaterowie Süskinda w obliczu niebezpieczeństwa grożącego im ze strony seryjnego mordercy, zwracają się do niewierzącego biskupa z prośbą o rzucenie klątwy na przestępcę w imieniu Boga, którego istnienie tylko uznają. Czy sytuacja, którą ukazuje pisarz, nie jest paradoksalna? Autor „Pachnidła” wskazuje na istnienie religijności naturalnej, która jest zakodowana w każdym człowieku i daje poczucie istnienia Siły Wyższej, władającej światem.

Süskind nie poprzestaje na krytyce oświeceniowych idei, ale wyraża również swoje zdanie o ich twórcach. Karykaturą ówczesnych filozofów jest Markiz de la Taillade – Espinosse. Niektóre elementy historii jego życia pokrywają się z biografiami wielkich myślicieli osiemnastego wieku. Napisał m.in. traktat o wychowaniu chłopców i dziewcząt w wieku od pięciu do dziesięciu lat, przez który nawiązuje do Johna Locke interesującego się problematyką pedagogiczną. Markiz jest również twórcą dzieła o dynamicznej ekonomii politycznej, które stanowi odwrotność „Umowy społecznej” Jana Jakuba Rousseau. Ponadto zajmował się eksperymentalnym rolnictwem, wyprodukował ser z mleka animalno-wegetalnej krzyżówki czyli wymionistej trawy. Zadania, które prowadzi Taillade – Espinosse, są parodią działań twórców oświecenia.

Süskind w „Pachnidle” porusza wiele ważnych kwestii takich jak problem samopoznania, granic geniuszu, władzy, stosunków społecznych. Analizując je na tle oświeceniowych idei, dokonuje rewizji oświeceniowych poglądów. Udowadnia, że rozum nie jest prawdziwą wartością. Parafrazuje w tym celu słynne zdanie Kartezjusza, mówiąc ironicznie „pachnę, więc jestem”. W obliczu tych słów bardzo perfidnie postępuje ze swoim bohaterem, którego czyni bezwonnym.

Niezwykle dziwnie kończy się opowieść Süskinda. Grenouille zostaje pożarty przez ludzi, w których jego zapach wzbudził pożądanie. Temu zdarzeniu towarzyszy odautorski komentarz, że „po raz pierwszy zrobili coś z miłości”, który wskazuje na pierwiastek, jakiego zabrakło epoce, a bez którego rozum traci znaczenie.

W osiemnastowiecznej Francji, dzieciobójczej Francji, Francji żyjącej dla siebie, zabrakło najważniejszej wartości. Wielcy myśliciele nie uznali jej prymatu i może dlatego ponieśli klęskę? Jednak komentarz Süskinda w obliczu przedstawionej sytuacji stawia dalsze pytania. Czy postępowanie tych ludzi istotnie wynika z miłości? Czy nie jest to tylko przejaw libertynizmu? Przecież zaspokoili swoje pożądanie, zatem jest to zwykła wolność zachowań. Süskind zdaje się mówić, że miłość w osiemnastym wieku była kolejną „prymitywną” wartością. Jej prawdziwe piękno i siła zostanie w pełni odkryte dopiero w kolejnej epoce. A „Pachnidło” pozostanie mroczną opowieścią o świecie bez miłości...

Agnieszka Opuchlik