ludzie sztuka myśli archiwum

ŻYCIE JEST SMUTNE, CZYŻ NIE?
Rozmowa z Ratalem A. Ziemkiewiczem, pisarzem

To juz ośiemnaście lat odkad zadebiutowal Pan jako autor SF. Czy przez ten czas zmieniło sie pańskie podejście

Tak. Kiedy zaczynałem, moim marzeniem było zostać "paperback writer". Wyobrażałem to sobie tak, ze będę wydawać, powiedzmy, jedna powieść rocznie, ze będą to książki solidnie, po rzemieślniczemu napisane, dające czytelnikowi lekturowa satysfakcję i odpoczynek, a ja nie będę miał w sobie nic z nawiedzonego artysty - ot, zupełnie normalny facet, który po prostu zarabia na zycie pisaniem fajnych historyjek i ma do tego wszystkiego dystans. Okazało się, ze tak nie potrafię i pogodziłem się z tym. Nie myślę juz o pisarstwie jako o zawodzie i nie chce mi się pisać bestsellerów według sprawdzonego przepisu, choć, tak mi się wydaje, rzemiosło mam na tyle dobrze opanowane, ze mógłbym.

Jest Pan postrzegany jako publicysta polityczny, który uprawia literaturę użytkowo. A wizje przyszłości, zdaniem niektórych recenzentów, maja służyć popularyzowaniu konserwatywnej ideologii.

To pytanie zapewne sprowokowane jest recenzja "Walca stulecia" w "Nowych Książkach"? Odpowiadam: nie, to zupełny nonsens. Przede wszystkim najpierw byłem pisarzem, a publicystyka zająłem się tylko po to, żeby jakoś zarobić dzialalnością w miarę zbliżoną do swojego najważniejszego zajęcia. Poza tym felieton, który daje gazecie trafia do dziesięciokrotnie liczniejszej publiczności niż powieść, więc jakiż niby miałaby mieć sens ta insynuowana mi działalność?
Mam w ogóle dużo zastrzeżeń do recenzji, czy raczej tych notek o książkach, jakimi kwitują produkcje księgarską nawet pisma literackie. Są to teksty ludzi zagonionych za chałturą, w gruncie rzeczy nie zainteresowanych szukaniem czegoś, czego w podsuniętej im książce nie ma. Zazwyczaj przepisują bezmyślnie notki ze skrzydełka, albo na podstawie tylko okładki i kilku pierwszych zdań kwalifikują rzecz do jakiegoś stereotypu i dalej jada juz schematem. Aha, science fiction... No to znaczy się, mamy tu wizje przyszłości, która ma być ostrzeżeniem, bla bla bla...

A co, w takim razie, chciałby Pan, aby w Pana książkach dostrzegano?

Walc", tak mi się wydaje, jest w dużym stopniu powieścią o pamięci. Także o śmierci i o tym, ze ludzie nie potrafią się ze sobą porozumieć, nawet jeśli są sobie bliscy i łączy ich uczucie. "Worożycha" idzie w podobnym kierunku. Miewam pomysły na niezle scientyficzne wizje, ale po prostu nie chce mi się ich realizować, jeśli nie ma w nich miejsca na postacie, które by mnie zainteresowały, cos poruszyły. W tekście musi byc konflikt i to nie taki, w którym jedna strona ma racje, a druga nie, jedna jest dobra, a druga zła - bo to nuda i prawie nigdy tak w życiu nie bywa. Chodzi o taki konflikt, w którym wszystkie strony maja racje i wszystkie są zarazem, w jakiś sposób dobre i w jakiś złe - po prostu sa skazane na starcie i nie mogą go uniknąć.

Zawsze był Pan pewien dokonanego wybory i nigdy nie pojawiły się wątpliwości? Nie próbował Pan zająć się czymś innym?

Był taki moment, kiedy musiałem dokonać wyboru: prawo czy aktorstwo. Jedno i drugie mnie interesowało. W obydwu przypadkach ważna jest dobra pamięć i umiejętność grania. Dostałem się równolegle na wydział aktorski i na prawo. Przez pierwszy semestr nie potrafiłem podjąć ostatecznej decyzji. Oczywiście życie wszystko zweryfikowało, bo przez pierwsze półrocze nie chodziłem na zajęcia, opuszczałem wykłady, zaliczenia. Potem przysłali mi pismo, że jestem relegowany, ale mam z tego czasu wielu przyjaciół prawników. A prawo jest do dzisiaj moim hobby.

Jak w norwidowskiej definicji tragedii, która kilkakrotnie cytowal Pan w felietonach o fantastyce?

Wlaśnie. "Tragedia jest to uwidocznienie fatalności socjalnej albo historycznej, wiekowi lub narodowi jakiemu wyłacznie wlaściwej". To zarazem świetna definicja socjologicznej SF,takiej jaka pisaś warto. Ten świat, który umieszczam w przyszłości nie jest prognoza tylko nabraniem dystansu do wspólczesności po to, aby lepiej ja widzieć. Tak jak sie robi krok w tył w muzeum, zeby zobaczyc i ocenic caly obraz, a nie tylko detal. Wypreparowuje z dzisiejszosci jej "fatalnosc", rzutuje ja w bliska przyszlosc i staram się to oddac przez stworzenie bohaterów, których ta ekstrapolowana przyszlosc uksztaltowala i zdeformowala w sposób sobie "wylacznie wlasciwy".

Gra się na scenie, ale i w życiu. Gdzie tu miejsce na prawdę?

W życiu używa się technik aktorskich. Albo jako barw ochronnych, albo jako broni. Kiedyś prowadziłem zajęcia na Wydziale Dziennikarstwa w szkole im. Wańkowicza – „Autokreacja za pomocą technik teatralnych”. Trzeba umieć grać, wykorzystywać umiejętności do pewnego stopnia. Jeżeli reguły gry są jasne, łatwiej jest nam żyć. W życiu poszukujemy ludzi, którzy grają według tych samych reguł. Pozostałych odrzucamy. To pomaga odnaleźć się w świecie.

Powiedział Pan "socjologiczna SF". Inni nazywaja ten gatunek: futurystyka, political fiction lub social-fiction.

a "futurystyka" to jakis potworek stworzony na uzytek Lema. Po prostu krytykom nie przechodzi przez gardlo okreslenie "fantastyka" czy "science fiction" w stosunku do kogos, kto odbiera doktoraty honoris causa na "jagiellonce". "Political fiction" to w nomenklaturze zachodniej kawalki typu ."Czy powiemy prezydentowi". Politycznymi powiesciami z kluczem nazywano u nas za peerelu fantastyke z podtekstem antykomunistycznym. Tak,sporo zametuw terminologii...To co pisze uwazamza SF,tylko ze skupiona na mysleniuo spoleczenstwie, nie o technologii - tak jak powiedzmy "Mechaniczna Pomarancza"Burgessa, nie wspominajaco Huxley'u

W "Czasie Kultury" ukazalo sie opowiadanie "Jawnogrzesznica", napisane 10 lat temu i uwazane wtedy za antyklerykalne. Ma Pan w dorobku i takie opowiadanie, choc wsród czytelników uchodzi Pan za konserwatyste. A w wywiadzie dla "Feniksa" i kilku felietonach znalazlam pochwale lefebrystów - gdzie tu konsekwencja?

Moze i nie ma konsekwencji. Zawsze uwazalem, ze pisarz tak do konca konsekwetny to troche jak tak zwana porzadna dziewczyna - wszyscy ja szanuja ale nikt nie kocha. Moze i nie ma konsekwencji ale jest uczciwosc wobec czytelnikai wobecsamego siebie, przedewszystkim.Takmysle,tak czuje, tak uwazam,wiec tak pisze

"Jawnogrzesznice" zaliczono do "klerykal fiction" jak to nazwal kwartalnik "Voyager". Czy rzeczywiscie istnieje w polskiej SF nurt religijny o jakim pisala "Fronda"?

Nurt to za duzo powiedziane. Bylo w naszej fantastyce takie zjawisko, ograniczone w czasie,podobnie jak ongis tzw. punk. Wielu autorów ma w dorobku po kilka tekstów, które da sie do niego zaliczyc, ale nie uformowala sie zadna szkola ani grupa, która mozna by z tematyka religijna kojarzyc. Moze warto by te sprawe blizej zbadac, tylko kto to moze zrobic? Niestety, krytyka fantastyki wlasciwie nie istnieje, a ja nie czuje sie kompetentny, zeby te luke latac. Zwlaszcza tak z marszu.

Jest Pan czasem uwazany za wroga demokracji. Czy w panskiej wizji przyszlosci jest ona tylko fasada?

Tak rzeczywiscie jest. Dwa miliony dolarów wygrywaja z jednym - wladze zdobyc moze tylko ten, kto ma pieniadze, a pieniadze tylko ten, kto ma wladze. A my zachowujemy sie jak Rzymianie, którzy uparcie twierdzili, ze zyja w republice, choc panowal juz dziesiaty z kolei Cezar.

Nie wydaje się Pan nad tym bolec. Jak wiec to pogodzic z deklarowanym liberalizmem, który powinien szczególnie uczulac na kwestie wolnosci?

Nowozytna demokracjawcale niejest gwarantem wolnosci - bywa przeciwnie. W ogóle wolnosc to cos, co jest czlowiekowi zadane, a nie dane. Jest owocem zmudnego, wewnetrznego wysilku - choc oczywiscie sa ustroje, gdzie latwiej ja osiagnac. Ale nie kazda demokracja sprzyja wolnosci. Na przyklad, w Hiszpanii generala Franco, czy pinochetowskim Chile istnialo wiecej wolnosci niz we wspólczesnej Francji.

Dlaczego panskie ksiazki sa takie smutne?

Bo zycie jest smutne. Czyz nie?

Dziękuję za spotkanie


Anna Kubik