ludzie sztuka myśli archiwum

TRUP W ...KSIAŻCE

Wszedzie przemoc... W zY9iu,w telewizji, na plakatach. Wszyscy sa jej przeciwni, a mimo to jakims dziwnym zbiegiem okolicznosci najwiekszym powodzeniem ciesza sie filmy, w których trup scieli sie gesto i krwawo. Okrutne zbrodnie przerazaja, niskie kary dla bandytów bulwersuja, ale przestepcom wolno przyjac sakrament bierzmowania z rak prymasa. A dlaczego nie? Widac latwiej jest otrzymac rozgrzeszenie za morderstwo czy kradziez niz za stosowanie tabletek antykoncepcyjnych... Mimo wszystko wznosi sie hasla walki z przemoca i dyskutuje sie o niej zarliwie.

Chcac dolaczyc sie do tej walki postanowilam poszukac zródla, z którego dzieci czerpia "wiedze" jak wyrywac muszkom skrzydelka albo jak pozbyc sie nielubianego kolegi. I znalazlam... bajki. I to wcale nie te animowane "koszmary", ale stare, dobre, ksiazkowe historyjki, które od pokolen opowiada sie dzieciom na dobranoc. A nawet jesli ktos nie chce czytac maluchom przepelnionych okropienstwami bajeczek - nie ma obawy. Szkola na pewno zrobi to za nas, swoja "genialnie" ulozona lista lektur.

Juz w czwartej klasie nasze pociechy zostana zmuszone do zapoznania sie z "Basniami" braci Grimm. Wielu rodziców jest nawet zadowolonych, ze ich dzieci poznaja klasyke. Mysle jednak, ze szybko zmieniliby zdanie, gdyby przypomnieli sobie grimmowskie wersje znanych bajek. Nie trzeba daleko szukac, zeby przekonac sie, ze to literatura nie dla dzieci. Wezmy np. "Kopciuszka". Sliczna bajeczka o biednej dziewczynie, która dzieki swojej dobroci i pomocy magii odnajduje szczescie. Co w tym niestosownego? Otóz u braci Grimm zle siostry Kopciuszka same sie okaleczaja, gdy upragniony pantofelek nie chce wejsc im na nogi. Jedna obcina sobie nozem palec, dru~ ga piete. Ale to jeszcze nie koniec koszmaru. Biale golabki, te same, które z takim poswieceniem pomagaly Kopciuszkowi, z podobnym poswieceniem wydziobuja zlym siostrom oczy. Pomysl genialny. Mozna wypróbowac na psie sasiada...

Z "Jasia i Malgosi" nasza pociecha dowie sie latwo jakie zastosowanie ma ogien. Skoro spalenie czarownicy to r'lic zlego, dlaczego bulwersujemy sie, gdy dzieci podpalaja dla zabawy kurtke koledze? Ta basn uczy takze co zrobicz rzeczami, które zabralismy komus innemu. Co tu duzo pisac, Jas i Malgosia dzialali jak dobrze zorganizowana szajka! Najpierw zabili czarownice, a potem "obrobili" jej izdebke z klejnotów. W sumie cel kradziezy byl szczytny - pomoc biednemu tacie... Czemu wiec nie zabrac tej pani pierscionka i nie dac go mamie?

Któz nie czytal bajki o królewnie Sniezce... Wzruszajaca opowiesc o milosci, przyjazni, ale takze podrecznik dla... mordercy. Na kilku stronach dzieci moga znalezc cztery sposoby na to, jak sie pozbyc konkurencji. Po pierwsze mozna wynajac zabójce i zazyczyc sobie serce oraz watrobe ofiary na kolacje. Nie przesadzam. Królowa przeciez kazala mysliwemu zabic Sniezke i przyniesc sobie jej serce i watrobe, które zjadla. Po drugie mozna udusic konkurentke gorsetem. Sposób dzis malo przydatny, ale zawsze warto wiedziec. Po trzecie mozna poczestowac kogos zatrutym jablkiem, tudziez innym artykulem zywnosciowym. Po czwarte mozna zameczyc ofiare torturami podobnymi do tych, jakie "zaaplikowala" Sniezka królowej, czyli zalozyc komus zelazne, rozzarzone trzewiczki na nogi i kazac mu tanczyc. Wedlug Grimmów - efekt murowany.

Basnie te roja sie od wszelkiego rodzaju tortur, kanibalizmu, kazirodztwa i morderstw na rózne sposoby. Az trudno uwierzyc, ze mamy przed soba material juz ocenzurowany przez braci Grimm.

Basnie maja uczyc wartosci, odrózniania dobra od zla. Zlo musi byc ukarane. Kara jest okrutna, zeby dziecko wiedzialo, ze tak nie wolno postepowac. Wszystko dobrze, ale dlaczego uczymy dzieci, ze za zlo moga odplacac okrucienstwem albo podobnym zlem? Uczymy zemsty...

Dlaczego cos takiego znalazlo sie w kanonie lektur szkolnych? Po prostu ktos nie wzial pod uwage tego, ze od czasów romantyzmu zmienila sie literatura, sposób wychowania, swiat. Wycofalismy ze szkól kary cielesne, mówimy o partnerskim wychowaniu dzieci, pierwa jednak wciaz kazemy czytac maluchom pelne okropienstw, ociekajace krwia bajeczki. Istniejetyle wspanialych ksiazek skierowanych do dzieci. Jakub Grimm uwazal,ze nie ma potrzeby tworzyc specjalnie dla mlodych czytelników: "Czyz w ogóle nalezy tworzyc specjalnie dla dzieci? To, co posiadamy w zakresie ogólnych, tradycyjnych nauk i wzorców, dotyczy równie dobrze i starych, i mlodych, a czego nie zdolaja na razie pojac, od tego ich umysl sie odwróci, by dopiero kiedys zrozumiec". Skoro sie z tym zgadzamy, po co powstaja piekne, przepelnione wrażliwoscia historie specjalnie dla najmlodszych? Wychodzac z tego zalozenia mozna od razu zniesc ograniczenia wiekowe w kinach, pozwalac ogladac dzieciom wszelkiego rodzaju reportaze, wprowadzic do spisu lektur szkoly podstawowej np. "Medaliony" Nalkowskiej. Przeciez umysl dziecka nie zrozumie, odwróci sie. O co sie martwimy? Moze wlasnie o to, ze zrozumie, ze zapamieta, ze jego nie do konca uformowany system wartosci zostanie znieksztalcony. Boimy sie tego, a jednak z uporem kazemy czytac maluchom lektury nafaszerowane przemoca.

Na bajkach Grimmów sie nie konczy. Gdy nasza pociecha nie wierzy juz w czarownice, wrózki i smoki szkola podsuwa jej bardziej realne koszmary - nowelki pozytywistyczne. Przegladajac te utwory wcale sie nie dziwie, ze skutecznie zniechecaja dzieci do czytania. Nie mam pojecia, dlaczego literatura skierowana do ludzi dojrzalych trafila do szkoly. Maly czytelnik nie jest w stanie zrozumiec nowelek z jednego powodu - nie potrafi zlamac kodu doroslych, nie wie o wielu aspektach zycia potrzebnych do odczytania tego typu literatury. Drastyczne sceny opisane w nowelach nie sa pozbawione sensu, jesli odbiorca tekstu jest czlowiek o stalym, uksztaltowanym systemie wartosci. Dziecko, jesli juz zostanie zmuszone do czytania nudnych, niedzisiejszych opowiadan, ma szanse rozwinac swoja wiedze o okrucienstwie i przemocy, nauczyc sie, ze w zyciu liczy sie tylko sila.

Wezmy najbardziej popularna nowelke Sienkiewicza - "Janka Muzykanta". Biedny, glupkowaty chlopak kochajacy muzyke zostaje zakatowany na smierc, podczas gdy Panstwo szukaja talentów za granica. Bardzo wzruszajace... Wiadomo jest, ze zadne normalne dziecko zyjace pod koniec XXw.nie bedzie sie utozsamialo z Jankiem. Ta postac wyda sie maluchowi po prostu beznadziejna! Nie zrozumie tez sensu noweli, poniewaz do tego potrzeba znacznie wiekszej wiedzy kulturowej i historycznej niz ma dziecko w piatej klasie. Za to nasza pociecha dowie sie, jak postepowac ze slabszymi kolegami. Jezeli ktos jest mniejszy, slabszy, inny - nalezy go bic. Przeciez wszyscy nazywali Janka "odmiencem" i tlukli przy kazdej okazji. Nowela dostarcza takze kilku fachowych rad czym nalezy uderzac. A wiec mozna potraktowac kolege warzachwia, rzemieniem, kijem lub rózga. Jezeli mamy inteligentne dziecko moze wpasc na pomysl, ze calkiem dobrym narzedziem jest kij do baseballu lub krykieta.

Z noweli Prusa "Antek" maluch zapamieta wcale nie glównego bohatera, ale jego siostre, która pojawia sie epizodycznie. Kiedy niedawno ktos mnie zapytal, jakie zakonczenie ma "Antek" - nie potrafilam odpowiedziec. Za to doskonale pamietalam ze swojej podstawówkowej lektury Rozalke, która wsadzono do pieca na trzy Zdrowaski i "niechcacy" spalono. Bardzo skuteczny srodek leczniczy... Cale szczescie, ze dzis juz nie korzysta sie z pieca do pieczenia chleba, a i medycyna troche sie rozwinela. Co z tego, jak i tak nasze dzieci katuje sie opisem spalonych zwlok dziewczynki. Nie musimy sie zatem dziwic, gdy maluch, ogladajac w skansenie wyposazenie dawnej kuchni, pyta, czy to w tym piecu spalono Rozalke. Brzmi jak horror? Alez skad... Logiczne pytanie po przeczytaniu lektury szkolnej.

Ze swoich szkolnych czasów pamietam jeszcze jedna "genialna" nowelke, która dzis jest wycofana z lektur mlodszych klas. Prawde powiedziawszy odetchnelam z ulga, gdy uswiadomilam sobie, ze dzieci nie musza juz jej czytac. Jednak to by bylo zbyt duzo szczescia. Okazalo sie bowiem, ze wielu nauczycieli wciaz podaje ten utwór jako lekture obowiazkowa. Mowa tu oczywiscie o opowiadaniu ;,Orso" Henryka Sienkiewicza. Wlasciwie nie rozurozumiem rodziców. Skoro pozwalaja czytac dzieciom "Orsa", dlaczego chowaja przed nimi "Playboya"? Nowela "Orso" przepelniona jest pozadaniem, zwierzeca zadza polaczona z przemoca. Nasza pociecha moze sobie poczytac, jak wyglada gwalt na malej dziewczynce, jak sila mozna zmusic do uleglosci. Dowie sie takze, ze strach i prosby kogos slabszego moga podniecac, sprawiac przyjemnosc. I po co te wszystkie dyskusje o wychowaniu seksualnym w szkole? Dziadek Sienkiewicz zalatwi to za nas i to jak! A my nadal bedziemy sie dziwic, skad tyle okrucienstwa w mlodych ludziach... Moze to wina domu, moze mediów, moze zle towarzystwo... Któz by podejrzewal stare broszurki, opatrzone nazwiskiem laureata nagrody Nobla. Ale to jeszcze nie cala wiedza, jaka posiadzie nasze dziecko czytajac "Orsa". W nowelce znajdzie tez kilka "zlotych ':'1ysli",które pozwola mu przezyc. Jeden z glównych bohaterów, pan Hirsch, wyznawal np. zasade, ze jesli on nie bedzie bil, to sam bedzie bity. Pozatym wychodzil z zalozenia, ze bicie jest kara, a niebicie nagroda. Wprost genialny wzorzec dla malego czytelnika! Nic, tylko te "dobre" rady wprowadzic w zycie.

Wlasnie takie rzeczy mozna przeczytac w lekturach szkoly podstawowej. A my nadal zmuszamy dzieci do czytania tych koszmarów. Smiac mi sie chce, gdy pomysle ile zlych ocen zbieraja dzieciaki za nieczytanie tych horrorów, ile kar od rodziców przekonanych o zbawiennym wplywie klasyki. Cale szczescie, ze maluchy coraz czesciej korzystaja z opracowan pozbawionych okropnych opisów. Dokad to nas jednak prowadzi? Sami odstraszamy dzieci od czytania zle dobranymi lekturami. Jest tyle swietnych, wspólczesnych ksiazek dla malego odbiorcy, mówiacych o bliskich mu problemach, o sytuacjach, które zna. Wlasnie takie lektury maja szanse wyrobic w dziecku nawyk czytania, przekazac mu wartosci potrzebne we wspólczesnym swiecie. Czego nasza pociecha moze nauczyc sie od Janka Muzykanta w erze komputerów?


Monika E. Rokicka