ludzie sztuka myśli archiwum

NICZYJA DZIEWCZYNA

* * *

Tit... tit... tit... tit... tit... Powolnym ruchem wylaczam budzik. Otwieram nieprzytomnie oczy i z wyrzutem patrze na jasna tarcze zegarka. "... Tupolskie radio Warszawa, minela wlasnie szósta Wiadomosci... " Powoli zwlekam sie z lózka. "... o drugiej pietnascie naszego czasu na VIo/- brzezu Chile rozbil sie samolot dunskich linii lotniczych. 130 osób zginelo, los 20. jest nieznany..." Szum wody w lazience zaglusza ponury glos w radiu. Szybki prysznic. Brrr... Zimno dzis. "...w kopalni Slask zawalil sie strop. 4 górników jest odcietych od swiata. Trwa akcja ratunkowa..." Uhmm... co za rozkosz... Goraca mocna kawa. Zaczynam logicznie myslec. Chyba sie budze. "... nad ranem w bloku przy ulicy Ogrodowej VIo/buchl pozar.Zginelo 9 osób,w tym3. dzieci. Policja badaprzyczynypozaru..." Do diabla! Gdzie moje klucze...? Gdzie jest ta teczka...? Jeszcze dokumenty... "...zachmurzenie duze, wiatr silny, z pólnocny. Rano temperatura okolo zera stopni Celsjusza, w dzienmoze wzrosnacdo..." Nie slysze. Wybiegam z domu wprost w potoki deszczu... Cholera! Znów uciekl mi autobus...

* * *

Autobus peka w szwach. Siódma dwadziescia trzy... Co ja dzis mam pierwsze? Ach tak... GOJP... Koszmar... Znów bede odpowiadac... Kurcze! Kto sie tam tak pcha...? "Moze bys sie tak przesunela?! Stanela taka i stoi! Jaka ta mlodziez dzisiaj nieVlo/chowana!" Slysze za soba czyjs piskliwy glos... To do mnie... Swoja droga ciekawie gdzie mam sie przesunac... Czuje sie jak sardynka... Nie, nawet sardynki w puszce maja bardziej komfortowe warunki... Piskliwy glos wciaz robi mi wyrzuty. Nie reaguje. Nie bede sie klócila z ta kobieta. Nie mam ochoty... Deszcz bebni po dachu... Wlasciwie to gdzie te babcie jada o tej porze? Zbiorowa bezsennosc czy co...? Olowiane niebo oparlo sie na kapeluszach... to chyba po mysI na wiersz... Karte mam w torbie. Kurcze, nie moge sie ruszyc w tym tloku... Jak to bylo? Niebo z olowiu... Zapomnialam... Pewnie dostane dzis LIST... Ko- Monika Eliza Rokicka rek... Spóznie sie... jak amen w pacierzu... spóznie sie... No nareszcie... Mój przystanek... Ktos wypycha mnie z autobusu... Jakis energiczny dziadek... O jasna dupa! Zlamalam obcas... Cholerny staruch! Nawet przepraszam nie... O cholera! Ósma szesnascie...

* * *

Dzien dobry! - kobieta w okienku patrzy na mnie wzrokiem wyglodzonego kanibala -Czy jest "Podróz wIoska" Goethego? - Nie - A moze oddano juz "Rene" Chateubrianda? - Nie ma! - zawarczala bibliotekarka i zatrzasnela mi okienko przez nosem. Kartka z napisem "Przerwa" zakolysala sie jak wahadelko radiestety. Co za paskudny dzien... Wciaz pada...

* * *

Pietnasta dwadziescia... Nowy Swiat zaplakany deszczem... W sumie lubie deszcz, tylko dlaczego jest tak zimno... Otulam sie szczelnie szalem... Ludzie maja dzis takie smutne twarze... Na przyklad ta dziewczyna w szarej kurtce... "Chodzi sobie ulicami, nosi smutek pod rzesami, niczyja dziewczyna... " Co to bylo? Zaraz... zaraz... Tak! To jakas stara piosenka... Ze tez nie mialo mi sie co przypomniec... A w ogóle kto to powiedzial, ze ta panienka w szarej kurtce jest niczyja? Glupie skojarzenie... Usmiecham sie do niej... Zero reakcji. Jakas parka klóci sie na srodku ulicy... "Gdzie wczoraj bylas?! Caly wieczór do ciebie dzwonilem!" "Co?! Sprawdzasz mnie? Tojak mi ufasz?!" "Jak ci mam ufac skoro ciagle mnie..." Mijam ich... Ogladam sie... Kazde idzie w swoja strone... Smutne... "Pani... Panido pieniazek!" jakies cyganskie dziecko czepia misie spódnicy... O rany... Ciekawe, czy sie pogodza...? Leje... Pojade do Lazienek... Tak, spacer dobrze mi zrobi... "Gdzies w alejach, w póznajesien bukiet zeschlych lisci niesie, niczyja dziewczyna...Wiatrwjej wlosy wplata slowa, deszczswe krople brylantowe, niczyja dziewczyna..." Ale mi sie dzis przypiatal hit! Co to byla za piosenka...? Nie pamietam... Deszcz skapuje z galezi... Kap... Kap... Kap... Nawet wiewiórek nie ma... Wtaki dzien ludzie nie pamietaja o parkach... O mnie tez nikt nie pamieta... Nikt mnie dzis nie przytuli... Niewezmie za reke... Ani dzis... Ani jutro... Moze przyjdzie LIST... Mokro... Zimno... Jade do domu... Oby tylko byl mily...Ten UST...Jesli przyjdzie...

* * *

Przekrecam klucz w zamku... "Czy ty zawsze musisz wszystko skopac?! Mówilam ci przeciez, zebys do nich zadzwonit! ". "Czego sie znowu czepiasz? Zapomnialem!" "A glowe to tyjeszcze masz?!" Ide na góre... Nie zauwazyli, ze przyszlam... Malzenstwo... Grób milosci. Amen... "Oni sie juz dawno nie kochaja i byc moze nie kochali sie nigdy. Sa ze soba, bo sie boja. Samotnosci sie boja, czyli tej jedynej rzeczy,której bac sie nie trzeba..." Jak echo brzmia slowa Stachury... Goraca herbata... Kapcie... Fotel... Mój miekki fotel... Zamykam oczy... "Sonata ksiezycowa"... Beethoven... Deszcz...Z dolu dobiegaja odglosy klótni... Rany koguta, ze tez im sie nie znudzi... Moze i dobrze, ze jestem sama... Nie lubie obludy... Boje sie... Boje sie bliskosci... Boje sie, ze mi sie nie uda kochac... Jak im...

* * *

Ide po miekkiej trawie... Mam na sobie blekitna,dluga suknie...Tochyba jedwab... Jest taka lekka... Nagle... Spadam... Lece w dól... Plum... Jezioro... Plywam wsród nenufarów... Wokól mnóstwo kwiatów... Tone w ich bieli... Skaly... Zielonkawe skaly,a z nich... majestatycznie spelza wodospad... Czuje cieplo... spokój... cisze... DRRRR...DRRRR... DRRRR... Telefon... Chyba usnelam... Moja przyjaciólka... "UUUU! Facet mnie rzucil... UUUU! Zyciejest bez sensu... UUUU! On mnie nie kocha... "Wysluchuje cierpliwie... Co mam jej powiedziec... ze takie rzeczy sie zdarzaja...? Ze zycie jest podle...? Próbuje sobie przypomniec mój sen... Bylo mi dobrze... Swiecilo slonce... "Tak, tak... slucham cie... wszystko bedzie dobrze..." Co za parszywy dzien. Amor wzial sobie urlop czy co? A moze to juz koniec? Apokalipsa? Tylko gdzie jest Bóg? Przeciez On jest podobno miloscia... Tak trudno dzis w Niego wierzyc... "Zobaczysz skarbie, wszystko sie ulozy... Faceci to swinie... Tak,tak... wszystko bedzie OK." - mówie... Gówno prawda - mysle...

* * *

Przestalo padac... Wyszlo nawet slonce... Piekny zachód... Zapomnialam... Musze isc na poczte... Po mój LIST...Wychodze... Krople deszczu wygladaja przecudownie... Tysiacekrysztalowych slonc... Jak teczowe ptaki... Zatrzymuje sie przed ogromna witryna kwiaciarni... Piekne róze... Wchodze... Niose w rece herbaciana kruchosc kwiatu... "Czasem gdzies na rogu ulic sama sobie kwiaty kupi, niczyja dziewczyna... " Znowu ta piosenka sprzed lat... Piekny wieczór... Zlota jesien... Jesien ... "Do kawiarni nie przychodzi, czasem tylko w parku bladzi, niczyja dziewczyna, zielen oczu ma ukryta, a na ustach nie ma szminki, niczyja dziewczyna... " Melodia placze sie wsród mysli... Co to jest...? Przed kosciolem stoi kilka samochodów... Dziwne... Jeszcze za wczesnie na msze, a w ogóle srodek tygodnia... Ciekawe... Grupka ludzi czegos oczekuje... Podjezdza skromny samochód... Elegancki, szpakowaty mezczyzna otwiera drzwi auta... Jest chyba w wieku mojego dziadka... podaje komus reke... Z wnetrza samochodu wysuwa sie biala postac... Panna Mloda... Biala suknia, dlugi welon rozkwitaja w szarosci dnia... nadzieja... Ciekawe kim jest ten elegancki mezczyzna... Ojcem...? Dziadkiem...? "Zabierz smutek i czekanie, daj jej swoje serce za nie, swojej dziewczynie, idz przez jesien w lisciach zlotych przez czekanie i tesknote z twoja dziewczyna... " Kobieta podnosi z twarzy woalke... Ma jakies siedemdziesiat lat... Lzy wiruja mi w oczach... Jest taka piekna... Taka szczesliwa... Jak w transie podchodze blizej... "Przepraszam, ze przeszkadzam... Zycze pani szczescia" - mówie cicho i podaje kobiecie róze... "Zdejmij z wlosów deszczu krople, wyrwij wiatru slowa obce swojej dziewczynie i we wlosy zlote wepnij herbacianejrózyplomien, swojej dziewczynie..." Panna Mlodabierze mezczyzne pod reke... Wchodza powoli do kosciola... Wdloni staruszkitkwiherbaciany kwiat... Podobno dusze ludzkie Bóg zsyla na swiat parami... Ilez czasy niekiedy potrzeba, by powrócilyprzed Jego oblicze, aby polaczyc sie na wieki...

* * *

Tego dnia dostalam LIST...


Monika E. Rokicka