ludzie sztuka myśli archiwum

BOLOŃSKI ILORAZ INTELIGENCJI
korespondencja z Włoch

Przybywajac do Bolonii nalezy byc przygotowanym na wszystko. To miasto wciaz lubi zaskakiwac. Ciagle cos sie tu dzieje - przeciez tam, gdzie sa studenci, tam zycie toczy sie na wysokich obrotach. Wystarczy pójsc na Piazza Maggiore, by trafic na kuglarzy, grajków i spiewaków, a nawet na powazne chóry obcojezyczne, które ustawiaja sie na schodach przed bazylika San Petronio i bez wiekszych przygotowan intonuja piesn. Co jakis czas przychodzi nawiedzony politycznie obywatel, który przedstawia innym, mniej uswiadomionym politycznie obywatelom, swoje poglady. Przynosi ze soba drewniane stopnie, na które co jakis czas sie wspina, by nadac wieksza range swoim wypowiedziom. I znajduja sie tacy, którzy wlaczaja sie do dyskusji, by wypowiedziec wlasne zdanie na dany temat.

Sa tez tacy, którzy wola wypowiadac sie na pismie, jak chociazby facet, który potrafi stac nieruchomo przez pare godzin trzymajac wlasnorecznie wykonane plansze, tylko po to, by po raz kolejny objawic swiatu, ze religia to wymysl ksiezy i opium dla mas. Sposobem na to, by zwrócic na siebie uwage moze byc równiez wdrapanie sie na jedna z glównych wiez Bolonii, wywieszenie jakiegos transparentu i tkwienie w górze calymi godzinami przy eskorcie oczekujacej na dole policji, pogotowia i strazy pozarnej.

ZADYMY I NACIAGACTWO

Im blizej uniwersytetu, tym robi sie ciekawiej. Miejscem o najwiekszym kolorycie lokalnym, w równym stopniu przyciagajacym co odstraszajacym, jest Piazza Verdi. Polozony po drodze do stolówki i baru studenckiego, blisko glównego gmachu uczelni i znacznej czesci budynków uniwersyteckich, plac ten mijany jest przez studentów bolonskich niemal codziennie. To tu najczesciej rozpoczynaja sie organizowane przez aktywistów uniwersyteckich manifestacje, tu dochodzi do róznych "zadym", to tu policja zjawia sie najczesciej. Miejsce to niezwykle barwne, a jego bohaterowie (zeby nie powiedziec: mieszkancy) to postacie bardzo oryginalne - z kolczykami we wszystkich mozliwych miejscach i jeszcze bardziej szokujacymi fryzurami.

Na Piazza Verdi przesiaduja nieustannie dilerzy narkotyków, zebracy, bezdomni z dziecmi i psami, zlodzieje rowerów i inni outsiderzy. Rowery "chodza" tu za jedyne 20 tysiecy lirów (ok. 40 zl)i trudno przemierzyc Via Zamboni, by nie spotkac sie z propozycja ich zakupu (Visconti przekreca sie pewnie w grobie!). Kwitnie handel i naciagactwo, trudno odróznic biede od cwaniactwa, ale jest tez cos, co zasluguje na uznanie. Komu przyszloby do glowy, ze bezdomni moga wydawac wlasna gazete? A bezdomni z Bolonii taka gazete maja! Sprzedaja ja zaopatrzeni w identyfikatory, za cene, która ustala kupujacy, czyli za "co laska". Okazuje sie, ze nawet nie majac wlasnego kata mozna sie jakos zorganizowac i stworzyc sobie namiastke kultury.

ZER NA KULTURALNYCH STUDENTACH

Utrzymac sie w Bolonii to nie taka prosta sztuka. Miasto funkcjonuje przede wszystkim jako osrodek uniwersytecki i kto moze próbuje to wykorzystac, zerujac na Bogu ducha winnych studentach. W rezultacie - jesli wierzyc statystykom wloskim - Bolonia to najdrozsze miasto Italii.

Zycie kulturalne w Bolonii rozkwita bujnie glównie za sprawa uniwersytetu i miejscowej cineteki - wspólnie organizowane sa spotkania z twórcami róznej masci: scenarzystami, rezyserami i to nie tylko wloskimi. Moze sie zdarzyc, ze przyjedzie do Bolonii Ken Loach, Claude Sautet albo finlandzki rezyser Aki Kaurismaki. Na przelomie czerwca i lipca organizowany jest festiwal filmowy /I Cinema Ritrovato, prezentujacy odrestaurowane kopie filmów sprzed wielu dziesiatek lat.

Dostep do kultury bywa jednak ograniczony. Oczywiscie ze wzgledu na wysokie ceny. Na przyklad bilet do kina kosztuje az 12 tysiecy lirów (okolo 24 zlotych). Sposób dla oszczednych to wybór popoludniowego seansu w dzien powszedni. Wybierajac sie do kina trzeba tez pamietac, ze niemal wszystkie filmy wyswietlane sa w wersji wloskiej, bowiem - podobnie jak w innych krajach europejskich - wszechwladnie panuje tu dubbing. Teatry odwiedzane sa przez mlodziez studencka sporadycznie. Powód - znowu ceny. Drogie sa tez ksiazki, dlatego i z czytelnictwem nie najlepiej. Mlodziez rzadko siega nawet po gazety.

Telewizja nie zasluguje na to, by poswiecic jej wiele uwagi. Obok telenowel obejrzec mozna glównie przerózne teleturnieje (majace niewiele wspólnego ze sprawdzaniem wiedzy), których glówna atrakcja sa platynowe, wydekoltowane "kociaki" w mini-spódniczkach.

"WYJSCIE" WLOCHA

Telewizja próbuje narzucic styl zycia prostego, latwego i przyjemnego i szczerzemówiac mniej wiecej tak to zycie wyglada. Nie chce przez to powiedziec, ze mlodziez wloska pozbawiona jest ambicji, tylko, ze nie zawsze te ambicje wygrywaja z potrzeba towarzyskiej integracji i (zazwyczaj nieskomplikowanej) rozrywki. We Wloszech bardzo silnie dziala fenomen "wyjscia" (uscita). Przez "wyjscie" rozumie sie wieczorny wypad do pizzerii, na lody, do pubu, dyskoteki - najczesciejtakiej na swiezym powietrzu, bo gdzl'e indziej znów trzeba slono zaplacic.

Wlosi przywiazuja sie do miejsc. W poszczególnych barach spotyka sie najczesciej te same osoby, zaprzyjaznione z barmanem i miedzy soba. Wielu przychodzi do "swojego" baru co wieczór. Niektórzy uwazaja zreszta, ze dobre samopoczucie jednostki ludzkiej zalezy od liczby "wyjsc" w tygodniu. Najczesciej weekendowe wyjscia zaczynaja sie w czwartek wieczorem i koncza w niedziele nad ranem.

Niedziela przeznaczona jest - jak Bóg przykazal - na wypoczynek (wiekszosc lokali jest zamknietych), chyba ze najdzie kogos ochota na wycieczke po okolicy (w kilkadziesiat minut dojezdza sie w pobliskie góry) albo na relaks nad morzem (kusza plaze Rimini - okolo godziny najwolniejszym pociagiem). Oczywiscie, jesli ktos zamierza spedzic niedzielne popoludnie poza domem, wychodzac wyposaza sie najczesciej w przenosny odbiornik radiowy, by nie uronic niczego z tego co dzieje sie na boiskach pilkarskich. Panowie z radyjkami przy uchu wyprowadzajacy psa czy przesiadujacy z kolegami w barze, wpisali sie juz na dobre w krajobraz i""loskich ulic.

Imprezy domowe organizowane sa stosunkowo rzadko. Organizatorzy serwuja zazwyczaj tylko napoje, po czym zapraszaja znajomych, których znajomi sciagaja swoich znajomych itd. Ludzi jest wiec co niemiara, muzyka jest glosna i... Chcialoby sie powiedziec: nikt nie przejmuje sie zaklócaniem spokoju. Ale to nieprawda - bylam na prywatce, podczas której policja na prosbe sasiadów interweniowala osiem razy, mimo ze rzecz cala odbywala sie w willi i nie bylo mowy o tupaniu w czyjs sufit czy waleniu decybelami w sciane sasiada.

WIECZNIE MLODZI

Jezeli Wloch ma 28 lat i zamiast teczki biznesmena nosi kolczyk i dlugie wlosy, znaczy to najczesciej, ze studiuje. Nikt nie spieszy sie tutaj do doroslosci. Praca, rodzina - caly ten powazny, nudny, wymagajacy odpowiedzialnosci swiat, moze przeciez poczekac.

Potomkowie starozytnych Rzymian zamiast chwytac zyciowe szanse wola chwytac dzien - moze dlatego sa tacy pogodni, odporni na chandry i frustracje. Nie oznacza to jednak, ze dla Wlochów dyplom ukonczenia studiów nie przedstawia zadnej wartosci. Wrecz przeciwnie - sa nawet przesady swiadczace o tym, ze Wlosi gotowi sa zaklinac tajemne moce, by uzyskac tytul dottore. Na przyklad w Bolonii studenci wola "na wszelki wypadek" nie przecinac glównego placu miasta, Piazza Maggiore, bo moze to oznaczac zaprzepaszczenie szans na uzyskanie dyplomu. Równiez placyk przed wydzialem ekonomii obchodzony jest zazwyczaj przez przyszlych ekonomistów "po kwadracie". Racjonalizm racjonalizmem, a zlego lepiej nie kusic.

Mlodzi Wlosi daja sie lubic. Mozna sie z nimi swietnie zabawic, ale o "wyzsze porozumienie duchowe" znacznie trudniej. Posluguja sie jezykiem dosc prostym, chetnie wyznajafilozofie"tumiwisizmu" (chise ne trega?). Przez niezaleznosc rozumieja najczesciej posiadanie srodka lokomocji Ueslinie samochód, to przynajmniej skuter!) i telefonu komórkowego.

Nowoczesnosc nie oznacza jednak otwarcia na swiat. Wiedza niektórych Wlochówna temat Polskibywa doprawdy zenujaca. Niektórzy nie wiedza, jakimjezykiemsie poslugujemy, gdzie lezy nasz kraj ijakie miasto jest jego stolica. Wlosi sa tez zupelnie "nieeuropejscy" jesli chodzi o problem nikotynowy. Kiedy chca zapalic, nie licza sie specjalnie z takimi ograniczeniami jak miejsce, czas czy towarzystwo. Niektórzy studenci pala nawet w stolówce uniwersyteckiej.

WIENIEC LAUROWY

Budynki uniwersyteckie przy ViaZamboni (glówna ulica "studencka") pamietaja czasy sredniowieczne. Trudno o tym nie pamietac przechadzajac sie pod romantycznymi podcieniami. Wielowiekowa renome uniwersytetu bolonskiego potwierdza ozywiona "imigracja naukowa" - trudno w to uwierzyc, ale wsród tutejszych studentów ze swieca trzeba by bylo szukac bolonczyków. Wiekszosc mlodziezy podejmujacej tu studia przyjezdza z Poludnia: z Pulii, Abruzji, Kalabrii, a nawet Sycylii i Sardynii. Nie brakuje, oczywiscie, cudzoziemców - z Hiszpanii, Francji, Niemiec, Austrii, Holandii, Chorwacji, krajów arabskich, afrykanskich... Jest liczna grupa Greków, którzy od dawna szukaja szansy na uzyskanie dyplomu we Wloszech, w ich kraju bowiem dostanie sie na studia to przywilej nielicznych.

Wloscy studenci narzekaja na dos- -tep do ksiazek. Kserowanie obszernych fragmentów jest nielegalne, a korzystanie z bibliotek nie zawsze okazuje sie dobrym rozwiazaniem. Personel rzadko jest odpowiednio przeszkolony, zazwyczaj wykazuje sie zenujaca niewiedza na temat zbiorów, za to chetnie oddaje sie pogawedkom telefonicznym, nie liczac sie z potrzebami spragnionych ciszy czytelników. Godziny otwarcia tych przybytków wiedzy tez moga byc powodem do niezadowolenia. Pozostaja ksiegarnie - prawdziwy raj, tyle -ze bardzo kosztowny.

Studenci wloscy, którzy zmuszeni sa do placenia za studia, próbuja zdobyc pieniadze, by uniknac calkowitej zaleznosci od rodziców. Podejmuja rózne dorywcze zajecia - jakies lekcje, rozdawanie ulotek, sprzedawanie gazet... W dniu, kiedy zbieraja laury (a otrzymuja je w doslownym tego slowa znaczeniu), nie zaluja tych wszystkich poswiecen. Obrona pracy dyplomowej to otwarta dyskusja, której przysluchiwac sie moga osoby z zewnatrz - w ten sposób swiadkiem spektakularnego sukcesu absolwenta moze byc rodzina, przyjaciele, ukochana... A pózniej sa wspomniane juz laury, czyli prawdziwy wieniec z lisci wawrzynu, który wienczy skron swiezo upieczonego "laureata". Jesli kiedys bedac w Bolonii na ViaZamboni ujrzycie osobnika stojacego na stole barowym, przystrojonego w wieniec laurowy i otoczonego wianuszkiem przyjaciól, bedziecie wiedziec co jest powodem tego dziwnego zgromadzenia. Zreszta w Bolonii nic nie powinno zadziwic.


Jolanta Berent