ludzie sztuka myśli archiwum

PODZIEMNE PEJZAŻE

Zycie toczy sie coraz szybciej. Odleglosci i czas przestaja byc przeszkoda w sprawnym przemieszczaniu sie. W swiatowych metropoliach najpopularniejszym srodkiem transportu, spe'lniajacym wymogi szalonego tempa, jest kolej podziemna. Uniezalezniona od pogody i korków ulicznych pomaga wygrac wyscig z czasem.

Ciemnosc tunelu za oknem. Jak biegnace gwiazdy przeplywaja reflektory. Mozna pomyslec, ze to my znieruchomielismy w kosmicznym pojezdzie. Nagle zgrzyt, pisk, potegujacy sie huk i uspokojenie. Powraca miarowy rytm serca. Dusze tworza ludzie i rzeczy. Ona - stara indianka. Spod czarnej czapki wystaja dwa, kruczoczarne warkocze. Pod szyja cos bialego i czarny plaszcz. Przed laty elegancki, dzis dokladnie pokazuje zaokraglony brzuch i zapadle piersi kobiety. Zielone rekawiczki stanowia kontrast z czerwonymi mankietami.. Kawalek wzorzystej spódnicy wystaje spod plaszcza. Zólte, grube rajstopy wreszcie pasuja do koloru torby. Wysiadla na Jay Street. Wtedy na jej zniszczonej twarzy z silnie zarysowana górna szczeka, pojawil sie usmiech.

On - spi spokojnie, sciskajac w dloniach foliowa torebke. Ciemny garnitur w szaro-czarne paski. Siwe wlosy. Dluga, biala broda. Moze to dawny, rosyjski emigrant. Moze ma w sobie domieszke carskiej krwi. Moze...

Ona - drobniutka staruszka. Bezowy plaszcz. Krótkie wlosy i oczy pelne mgly. Widzi wiecej, slyszy wiecej. Opowiada... A my myslimy: stara wariatka.

On - czlowiek z dusza bezdomnego i z dusza artysty. Za dobrze wyglada, aby nalezec do czesci zbuntowanej. Za malo zwyczajnie aby byc zwyczajnym.

Buty - nie widac by bylo ich zmeczenia gdyby nie czubki. Kiedys otulone czarna skóra, teraz zdarte i matowe. Spod strzepów wystaja srebrne blaszki. Jak dusze dróg. Prawy - bardziej bezbronny, spragniony spojrzen. Lewy - resztkami skóry przykrywa swa nagosc. Dopiero w sloncu stana sie magiczne.

Metro ma swoje zapachy. Rano pachnie kawa i spóznionym szybkim sniadaniem. Popoludniami szelesci zakupami, a w powietrzu czuc codzienne zmeczenie. Wieczory przyblizaja podróznych do tajemniczego mroku i rozbudzaja nocne instynkty.

Tak wlasnie podrózuje sie po Nowym Jorku. Kazdego roku okolo miliarda ludzi zstepuje do podziemnego swiata, aby w jak najkrótszym czasie pokonac ogromne dystanse. Tutejsze metro ma rekordowa liczbe stacji i prawie dwadziescia linii o lacznej dlugosci trzystuosiemdziesieciu kilometrów.

W miescie, które nigdy nie spi - nie ustaje takze podziemne zycie. Jednak niewiele osób podrózuje metrem po pólnocy. Moge jedynie wyobrazic sobie jak wagony zamieniaja sie w pedzace sypialnie, a stacje staja sie przytuliskiem dla tych, którzy nie potrafia zaakceptowac regul nadziemnego swiata.

Biale kafelki nie daja ciepla. Ich nietykalnosc w porównaniu z podeptana przez miliony podloga - poraza. Czasem kolor sterylnosci ustepuje piaskowosci, czasem czerwieni. Nazwy, ludzie, kolory, smieci.

Podziemny swiat odmierzaja zawiadomienia o kolejnych przystankach. Ekspresy przescigaja lokalne pociagi. Stacje przemykaja za rzedami kolumn. Niekiedy zdarzaja sie krótkie przestoje, umozliwiajace sprawne przesiadki. Niekiedy zostajemy uwiezieni w ciemnosciach tunelu. To przypomina o slabosci czlowieka i o uzaleznieniu od techniki. Umysly blizej szalenstwa.

Wielka, srebrna gasienica. Zyje dla ludzi i dzieki nim. Nietrudno zrozumiec jej mowe. Szumem lagodzi zmeczenie, gwizdem - ostrzega, iskrami - dziekuje.

To tylko Jankowie Muzykanci wyczarowujac muzyke swych dusz, czekaja na serdeczny cent. Maja ulubione stacje. Instrumenty, czesto stworzone przez koniecznosc, unikalnymi dzwiekami przenosza sluchaczy do krainy lagodnosci. Czasem ozywiona przez akordeon slowianska muzyka plynie przez ocean ludzi. Czasem samotny trebacz opowiada wielkie historie istnien. Czasem wystarczy glos, aby zadrzaly z tesknoty serca.

Kto pomoze bezdomnemu i kupi gazete? Kto zamieni dolara na dlugopis albo breloczek i usmiechnie sie do gluchoniemego dziecka? Kto zareaguje na wyciagnieta reke z brudnym kubkiem po kawie?

W pedzie zwyklych spraw nie zapominajmy o szarych golebiach, wiecznych podróznikach, które spokój odnajduja w zelaznych konstrukcjach stacji. Metro jest przeciez wielkim golebnikiem swiata. I chociaz nie jestesmy podniebnymi obiezyswiatami, nasze drogi sa równie trudne i dalekie. Moze kiedys zagubiony szum skrzydel wskaze nam wlasciwy kierunek.

Ludzkie historie konczy takze pisk kól... Metaliczny zgrzyt, krzyk powtarzany echem, szept zatrzymany w uszach stacji. Wspólczesnosc pamieta o Kareninach. Nigdy nie wiadomo, która bedzie ostatnia. Zanim przyzwyczailam sie do prawdziwego nowojorskiego metra, moje wyobrazenia o nim ukladaly sie w takt slów i melodii z pierwszego polskiego musicalu: Gdy nie dla ciebie sa towary na wystawach, Nie mozesz przebic sie przez obojetny tlum, Do metra zejdz, tam calkiem inne rzadza prawa". (slowa: A. Miklaszewska) Moze wykladnikiem praw obowiazujacych w metrze jest zwyczaj nie dziwienia sie i obojetnosc. Wagonik to chwilowe choc dobrowolne wiezienie dla kilkudziesieciu calkiem obcych ludzi. Samotnych, wariatów, bezdomnych, szczesliwców... Symbol wolnosci?

Gdy zmeczy sie obcego miasta ulic szum, Odblaskami swiatel na scianie odjedzie ostatni pociag. Nie próbuje zatrzymac w pamieci czerwonych punktów. Odglosy odejda za cieniem.


Aleskandra Rudalska