ludzie sztuka myśli archiwum

ENIGMA:Jak to sie stalo, ze zaczal Pan komponowac muzyke do filmu?

Nie planowalem takiej pracy, ale pewnego dnia zadzwonil telefon. Zlozono mi propozycje, a ja ja przyjalem. Ucieszylemsie z tej oferty, poniewaz bylem wtedy dwudziestoparoletnim chlopakiem i wiedzialem, ze dzieki temu zarobie troche pieniedzy. Pierwszym filmem, przy którym pracowalem jako kompozytor, byl "Nikt nie wola" Kazimierza Kutza, ale pierwsza propozycje dostalem dzien czy dwa wczesniej od Bogdana Poreby w zwiazku z filmem "Lunatycy".Mój zawodowy kontakt z filmemw 1959 roku rozpoczal sie dosc dramatycznie. Film Kutza po kolaudacji zostal uznany za antysocjalistyczny. Twórcom zarzucono formalizm. Jak na owe czasy byla to rewolucja. W rzeczywistosci byl to bardziej eksperyment. Jednak wystarczylo by miec klopoty. Po projekcji zrobila sie straszna awantura. Wladze kinematografii uznaly ten film za niebezpieczny

Pisanie muzyki do filmu bardziej oplaca sie niz komponowanie?

Zdecydowanie tak. Rozpietosc honorariów jest olbrzymia.

Przystepujac do pisania muzyki najpierw oglada Pan film czy najpierw zastanawia sie Pan nad rodzajem muzyki, który by pasowal.

Zawsze najpierw ogladam film. Jest to pewna historia, opowiesc rezysera, calosc. Najwazniejszy jest zwiazek muzyki z obrazem, z plastykafilmowa, dopiero w drugiej kolejnosci chodzio odniesienie do tresci, psychologii. Traktujeto bardzo estetycznie. Najbardziej lubie filmy, w których obraz moze ladnie wspólgrac z muzyka.

Jak to sie stalo, ze Coppola zaproponowal Panu prace przy "Drakuli"?

Pewnego dnia zadzwonil do mnie, do Katowic. Powiedzial, ze bardzo lubi moja muzyke symfoniczna i ze zdaje mu sie, ze równiez zajmuje sie tworzeniem muzyki do filmu. Zapytal sie, czy nie bylbym zainteresowany zrobieniem muzyki dla niego. Odpowiedzialem mu tekstem z "Ojca chrzestnego", ze "jest to propozycja nie do odrzucenia", co bardzo mu sie spodobalo.

Jak przebiegala praca przy "Drakuli"?

KILAR:Jestem humorzasty. Zawsze robienie muzyki do filmu zaczynam do niezadowolenia. Jestem leniwy i nie lubie pracowac. Swiadomosc, ze musze pisac muzyke nie wplywa na mnie kojaco. Muzyka do "Drakuli" powstala bardzo pózno po zakonczeniu zdjec, albowiem Coppola bardzo dlugo montowal film. Wszystko bylo nagrane bardzo pieczolowicie w odniesieniu do poszczególnych scen, z bardzo precyzyjna dlugoscia. Juz po skomponowaniu muzyki rezyser zdecydowal sie jeszcze raz na przemontowanie filmu. Wówczas wszystko sie zmienilo: kolejnosc, dlugosc.

Podobno nie wszystko ukladalo sie idealnie?

Przy pracy nad tym filmem mialem pewna przygode. W dzien po przyjezdzie do Los Angeles troszke sie pochorowalem, a dokladniej mialem atak serca i na osiem dni znalazlem sie w jednym z najbardziej ekskluzywnych szpitali, w którym dzien pobytu, nie liczac opieki, lekarstw i zabiegów, kosztuje tysiac siedemset dolarów. Klientami tej kliniki byli miedzy innymi Audrey Hepburn, Kirk Douglas, Michael Jackson i Elizabeth Taylor. Nie moglem zrobic nic "lepszego" niz zachorowac. To dosyc osobliwy sposób rozpoczynania kariery w Hollywood dla 59-letniego debiutanta.

Coppola zachowal sie bardzo ladnie. Znajac mój zly stan zdrowia, nie chcial mnie meczyc kolejna podróza przez Atlantyk i przywiózl kopie "Draculi" do Paryza. Spotkalismy sie w hotelu Ritz. Wiecej czasu poswiecilismy rozmowie o Stawinskim i Bartoku niz o naszym filmie.

Jak doszlo do kontaktu z Jane Campion i propozycja stworzenia muzyki do filmu "Portret damy"?

KILAR:Mechanizm byl podobny jak w przypadku Coppoli. Z tym, ze telefon od rezyserki byl poprzedzony telefonem od mojego agenta w Ameryce. Rozmowa telefoniczna z Campion byla skomplikowana, albowiem jej angielski, z australijskim akcentem, byl dla mnie trudny do zrozumienia. Z "Portretem damy" wiaze sie tez pewna anegdota. Kiedy zlozono mi propozycje skomponowania muzyki do filmu, pracowalem akurat nad koncertem fortepianowym, o napisaniu którego marzylem od wielu lat i nie chcialem tej pracy przerywac. Jakiemus dziennikarzowi powiedzialem nawet wtedy, ze jedynie .stworzenie muzyki do filmu kostiumowego, psychologicznego, którego akcja rozgrywalaby sie pod koniec XIX wieku, moglo by mnie zainteresowac. No i wlasnie wtedy zadzwonila Campion, proponujac prace dokladnie przy takim filmie.

Kiedy komponuje Pan muzyke do filmu nad czym sie Pan zastanawia, czyje oczekiwania pragnie Pan zaspokoic swoje, rezysera, widza?

Oczywiscie rezysera. Publicznosc naturalnie jest bardzo wazna, ale ja ufam rezyserowi, który najlepiej wie jaki efekt chce osiagnac.

Powiedzial Pan jednak, ze przy komponowaniu muzyki do filmu nie interesuje Pana robienie "tapet". Jak rozumiem pragnie Pan w takim razie z~spokajac równiez jakies wlasne ambicje artystyczne?

Tworzenie muzyki filmowej to jest, jak powiedzialem, sposób na zarabianie pieniedzy.A przy tym czlowiek ma okazje podrózowania po swiecie i spotykania sie z wieloma ludzmi. Jest to rodzaj wychodzenia z gluszy, w której zwykle znajduje sie kompozytor. To mi sie równiez podoba. Komponowanie muzyki do filmów daje twórcy pewna popularnosc. To jest przyjemne. Przynosi mi takze korzysci jako kompozytorowi, albowiem wzbudza zainteresowanie moja podstawowa twórczoscia i dawnymi utworami. Staram sie pracowac tylko przy filmach powaznych, takich które uwazam za wazne lub interesujace.

Z jakiego efektu jest Pan bardziej zadowolony? Kiedy widzowi podoba sie Pana muzyka w polaczeniu z filmem? Czy tez takiego, kiedy widz nie przyklada duzej uwagi do sciezki dzwiekowej, ale chetnie potem slucha samej muzyki z filmu?

Zdecydowanie druga sytuacja jest lepsza. Filmy przemijaja, a plyty leza w domach i do muzyki sie wraca.

Czy sztuka to misja?

Jestem jak najdalszy od czegos co sie nazywa misja artysty. Jednak zyjemy w takim miejscu gdzie co jakis czas pojawia sie jakas misja. Wydarzeniem, do którego nalezalo sie odniesc byl oczywiscie stan wojenny i okres po nim. Wodpowiedzi na to powstal "Angelus" dla pokrzepienia serc. Chce w tym miejscu jednak powiedziec, ze nigdy misja nie usprawiedliwia grafomanii. Tylko grafomani uwazaja. za niewazne jak co jest napisane, wazne jest zbawianie swiata.Wsztuce najwazniejsze jest dobre rzemioslo. Misja nikogo nie zwalnia od dobrej roboty.

Czy jest prawda, ze ze wszystkich sztuk najwyzej ceni pan poezje?

Tak. Od bardzo wczesnej mlodosci poezja byla dla mnie czyms waznym. U mnie w domu zawsze bylo sporo tomików poezji. Uwazam, ze jest to najwyzszy dar Boga, móc cos tam zapisac na pudelku od zapalek, bez potrzeby korzystania ze sztalug, fortepianu itd. Poezja to najczesciej bardzo proste slowa, które czasem padaja wprost i patetycznie mówiac, czesto wskazuja droge zyciowa. Zwykle zapamietuje sie pare slów na cale zycie. Moimi ulubionymi autorami sa Rimbaud i Rilke. Nie pisze piesni, poniewaz boje sie sprofanowania poezji.

Podobno interesowal sie Pan heavy-metalem?

:To prawda, chociaz bardziej lubie reggae. Nawet pod wplywem Boba Marleya swój utwór nazwalem "Exodus".

Nad czym Pan teraz pracuje?

Teraz wreszcie dokonczylem swój koncert fortepianowy, o którym myslalem przez wiele lat. Ten utwór zostal wykonany podczas Warszawskiej Jesieni. Teraz jestem czlowiekiem szczesliwym. Niewiele momentów mialem w zyciu kiedy tak moglem powiedziec.

Dziekuje za spotkanie


Juliusz Bolek